Będzie dobrze

Nie bój nic.

Ten tydzień i dwa poprzednie to dla mnie istny rollercoaster emocjonalny. Pierwszy z opisywanych trzech był jednym z najgorszych okresów pod względem samopoczucia w moim życiu. Przytłaczająca świadomość poniesienia porażek, samotne przeszukiwanie internetu w poszukiwaniu fajnych ofert pracy, odpowiadanie na nie by ostatecznie nie doczekać się nawet smsa mówiącego dziękujemy, ale nie jesteśmy zainteresowani. Do tego niezbyt wylewny portfel i odrobinę przygnębiająca pogoda. Niedzwoniący telefon, jak ten gwóźdź do trumny, złowrogo i uparcie milczący całymi godzinami.

W takich chwilach człowiekowi nic się nie chce. Jakakolwiek praca twórcza w takich warunkach jest, przynajmniej dla mnie, niemal niemożliwa. Jestem pewien, że to odczuliście, bo zauważalnie mnie tu mniej, zauważalnie rzadziej do was piszę. Brakuje mocy, by spiąć pośladki, wziąć się w garść i napisać jakieś tekścicho. Ale nic to. Nic to, bo wiem, że będzie dobrze.

Będzie dobrze, bo kolejne dwa tygodnie były całkowitym przeciwieństwem tego poprzedniego. Telefon zaczął dzwonić, spotkania zaczęły się umawiać, testy zacząłem zdawać, przywieźli mi zimne piwko do domu a nawet zaprosili do TVN Style, choć to ostatnie akurat nie dojdzie do skutku. Pracy też jeszcze nie mam dogranej, ale już niewiele brakuje, ostatnia prosta w zasadzie. A nawet jeśli nie, to za moment mam kolejne spotkania i pewnie pojawią się nowe oferty na które odpowiem.

I tak sobie pomyślałem, że każdy ma czasami taki trudny tydzień, że tylko położył by się w łóżku i cichutko płakał. Albo ryczał głośno, żeby przeżyć duchowe katharsis. Nawet najwięksi optymiści mają swoje chwile słabości. I wtedy przydaje się osoba, która nam powie, że spoko, nie bój nic. Będzie dobrze. Dla mnie takim punktem zwrotnym był nieznajomy, którego minąłem biegnąc swoją trasą któregoś dnia. Przyzwyczaiłem się już do uprzejmości w postaci machnięcia ręką, pozdrowienia wśród biegaczy. Ale tamten nieznajomy zamiast do mnie machnąć, pokazał mi kciuka w górę. Tak po prostu. Pewnie chciał machnąć, może powiedzieć dajesz, dajesz! Nieważne. Ważne, że to podniosło mnie na duchu.

Więc ja teraz też do was pokazuję kciuka w górę. Macie swoje problemy, macie swoje zmartwienia. Może nawet macie najgorszy tydzień w życiu. Ale nic to. Nic to, bo ja wiem, że cokolwiek by nas nie trapiło to i tak będzie dobrze.

I u mnie, i u was.

Sami zobaczycie.

photo credit: quinn.anya via photopin cc

  • Sylwia

    Hej nie chce Cię dołować, ale ja mam paskudny już prawie 8 tydzień a czekają mnie jeszcze 3 i nie chodzi o pracę – bo ta raz jest raz niema.

    Mam poważniejszy problem i wiem, że nawet jak to jedno się wyjaśni za 3 tygodnie to i tak już do końca życia będę się bała.

    A To wirus HPV – dziewczyny badajcie się i nie lekceważcie wyników cytologii…

  • ola

    kel,
    zostawiam komentarz pod ostatnim wpisem jako komentarz do całości bloga. dziękuję! tak po prostu, dzięki za to, że dzielisz się swoimi przemyśleniami. dziękuję i zostaję na dłużej.
    trzymaj się, będzie dobrze!

  • Monika

    Dzięki wielkie :) Taki kciuk w górę był mi dzisiaj potrzebny :)
    Pozdrawiam