Całe życie druga

O tych co myślą, że są gorsze.

Przed imprezą szykujecie się razem. Mejkap, wybór ciuszków, jakieś pierwsze drinki. Żartujecie, robicie sobie słit focie i samojebki, wprawiając się w imprezowy nastrój. Po kilku godzinach przygotowań idziecie na przystanek albo zamawiacie taksówkę i udajecie się w drogę do klubu. Gdy docieracie na miejsce zamawiacie sobie drinki i przy co lepszej muzyce wchodzicie na parkiet. Obie jesteście zjawiskowe, ale to twoją koleżankę częściej faceci porywają do tańca i to na nią skierowana jest większość spojrzeń. To jej stawiane są drinki i z jej żartów śmieją się częściej. Brzmi znajomo?

Zaiste, kobiety chodzące zawsze przynajmniej podwójnie to dla mnie jedna z bardziej niezrozumiałych spraw. Tak jakby ludzka samica w liczbie pojedynczej nie występowała w przyrodzie. Kiedyś miałem teorię, że to chyba wszystko po to, byście mogły razem chodzić do toalety, ale kurde, całą imprezę się do siebie przyklejacie, żeby czasem wyskoczyć przypudrować razem nosek? Chociaż z drugiej strony, koleżanka poprawia bezpieczeństwo waszego powrotu do domu, więc już niech wam będzie.

Chodzicie w tych parach na imprezy i macie później problemy z facetami. A wiecie co w tym wszystkim jest najzabawniejsze? Gdybyście kazali dwóm przyjaciółkom wskazać w ich relacji tą słabszą, to obie pomyślałyby o sobie. Gdy o to samo zapytać facetów, ci bez wahania wskażą tego drugiego. To wiele mówi o problemie bycia zawsze tą drugą. Choćby to, że on jest tylko w waszych głowach.

Rzućcie okiem na otaczające was pary. Na rodziców, na rodzinę, na znajomych i zupełnie obcych. Myślicie, że w tych wszystkich związkach faceci zawsze wybierali naj? Że zawsze patrzyli tylko na najpiękniejsze, że przebywali z najmądrzejszymi i śmiali się żartów jedynie najzabawniejszych? Że nocne harce uprawiali tylko z najseksowniejszymi a oświadczali się tylko obiektywnie najwspanialszym?

Gdy ludzie dobierają się w pary to wszystko nie ma w gruncie rzeczy znaczenia. Każde z nas ma jedynie różne progi akceptowalności – taki zbiór podświadomych reguł, że nasz potencjalny partner nie może być mniej śmieszny niż jakiś poziom, nie może być bardziej brzydki niż jakiś poziom i mniej seksowny niż jakiś poziom. Zwykle nietrudno jest przekroczyć ten poziom akceptowalności, a później jest już tylko jeden warunek.

Pyknie albo nie pyknie.

Albo będziecie się dobrze czuć w swoim towarzystwie, albo nie. Będzie was coś do siebie ciągnęło albo nie.

Albo będziesz chciała mu robić brzydkie rzeczy i zostawiać ślady paznokci na plecach, albo nie.

Albo on będzie chciał cie zabierać w świetne miejsca, albo nie.

I to czy obok będzie twoja, lepsza od ciebie, przyjaciółka nie ma żadnego znaczenia i żadnego wpływu na twoją relację z facetem. Oczywiście pod warunkiem, że sama nie dopuścisz do tego, by się jej obecnością przejmować.

Oczywiście, obecność twojej koleżanki zawsze będzie miała wpływ na twoje szanse. Facetów nie waginosceptycznych generalnie można podzielić na trzy typy: samiec alfa, który podejdzie do ciebie (albo twojej koleżanki) niezależnie od ilości twoich przyjaciółek w okolicy. Podejdzie, zagada, postawi drinka czy zaprosi do tańca. Ten typ nie występuje zbyt często w naturze. Jest też typ mieszany, który czasem podejdzie a czasem będzie się czaił, co jest zależne najczęściej od ilości alkoholu we krwi, choć i na trzeźwo, w przypływie szaleństwa się szarpnie czasami. Tych jest najwięcej i stawiam dolary przeciwko orzechom, że właśnie na takich najczęściej trafiasz. Ostatniego typu faceta litościwie nie nazwę, ale jak łatwo się domyślić, poprzestanie na czajeniu się.

Dlatego jeśli nie przekonuje cie fakt, że to tylko problem w twojej głowie albo po prostu chcesz zwiększyć swoje szanse w klubie, to odklej się na jakiś czas od przyjaciółki.

Z toaletą sobie poradzisz a do domu, w najgorszym wypadku, zawsze można wrócić taksówką.

  • Poszłam kiedyś na imprezę sama, tzn. byłam tam umówiona ze znajomymi, ale każdy pilnował się sam i nikt nikomu w paradę nie wchodził, dzięki temu można było kogoś poznać, a do domu wracało się bezpiecznie całą grupą, no chyba, że ktoś postanowił zakończyć wieczór w obcym łóżku.
    No i sobie posyłałam uśmiechy z przystojnym nieznajomym, by chwile później spotkać się przy barze, a z baru iść w spokojniejsze miejsce by poznać się lepiej i wtedy nagle zaatakowała przyzwoitka… płci męskiej. Znajomy znajomej, którego dopiero co poznałam postanowił ratować mnie z opresji – czyli ramion przystojnego nieznajomego. Tak więc nie zawsze to przyjaciółka niszczy ewentualne romanse.

    Do dziś nie mogę wybaczyć temu znajomemu.

  • Asia Wu

    Wychodzę bardzo często z moją przyjaciółką na imprezy i zawsze bawimy się super. Chcemy razem się napić, porobić „samojebki” czy „słitfocie”, poplotkować, naszykować i wyjść do klubu. Gdzie liczy się przede wszystkim to, że jesteśmy tam we dwie, bo tego chciałyśmy. A faceci i to czy kogoś poznamy jest pobocznym tematem. Gdy już podchodzi jakiś „samiec alfa”, do którejś z nas to nie wściekamy się na siebie czy nie trzymamy kurczowo. Na szczęście obie nie narzekamy na brak zainteresowania. I plus tego wszystkiego jest taki, że jednak wyjść we dwie do klubu i trzymać się razem, czy iść do toalety w swoim towarzystwie „przypudrować nosek” jest o wiele bezpieczniejsze. I bardzo często, gdy „samiec”, którejś z nas nie przypadnie do gustu to ratujemy się z opresji. No, ale może to tylko my wyjątkowo mamy taką fajną sytuację w naszej znajomości.
    To mój kobiecy punkt widzenia odnośnie Twojego zdania na ten temat.

    Pozdrawiam