Coś poszło nie tak

Sześcioletni chłopiec ukarany za molestowanie seksualne? Nic już mnie nie zdziwi.

Przeczytałem dziś artykuł o sześcioletnim chłopcu ukaranym za molestowanie seksualne i naszła mnie myśl, że coś poszło nie tak jak miało. A najgorsze jest w tym wszystkim to, że jakkolwiek głupie by nam się to nie wydawało, to zawsze może być jeszcze gorzej.

Wiecie, ja rozumiem doskonale ideę wolności własnej pięści, kończącej się tam gdzie zaczyna się nos drugiej osoby. Sam taką ideę wyznaję.  Doskonale zdaję sobie sprawę, że biedne i słabe dziewczynki mogą mieć problemy z przeważającymi nad nimi fizycznie młodymi chłopcami i zgadzam się, że trzeba je w jakiś sposób bronić, pomagać im. Nie mniej, mówienie o molestowaniu seksualnym w przypadku sześcioletnich dzieci wydaje się być głupie jak tabaka w rogu.

Jak przypomnę sobie siebie mającego sześć lat, to widzę małego chłopczyka, jeszcze w przedszkolu. To był okres, w którym wspólnie z kolegami licytowaliśmy się na przekleństwa. Pamiętam doskonale, że dupa była jednym z poważniejszych, jednocześnie budzącym tłumiony chichot w każdym z nas. Były też w naszej grupie dziewczyny, a jakże. Pamiętam, że publiczna zabawa z dziewczynami była potępiana równie mocno jak dziś mówienie, że Tusk jest fajny, ale odnoszę takie wrażenie, że już wtedy ciągnęło nas płci pięknej. Zwłaszcza do jednej z koleżanek, która była w naszej grupie bezapelacyjną miss. Była też jedna z młodszej grupy, może nie tak popularna ale ja ją zapamiętałem i do dziś miło mi się robi gdy wspominam jak oddałem jej łopatkę do śniegu, bo ona nie miała, no ale to temat na inny wpis.

Matka dziewczynki z tego materiału uważała, że wpis molestowania seksualnego do kartoteki ucznia jest słuszną metodą kary za pocałowanie przez chłopca ręki i policzka dziewczyny. Kiedyś popełniłem wpis o tym, że gdybym urodził się w dzisiejszych czasach to moi rodzice mogli by gnić już w więzieniu. Teraz okazuje się, że nie tylko oni, ale również ja mógłbym tam trafić. Bo ja też pocałowałem dziewczynę w policzek, raczej wbrew jej woli. Wygląda na to, że molestowałem ją seksualnie. Pytanie tylko czy taki wpis w aktach cokolwiek pomógłby w przyszłym, dorosłym życiu. Bo widzicie, ja dziś nie całuje dziewczyn wbrew ich woli, w ogóle mało rzeczy im wbrew a na te brzydkie i złe które robię zwykle się godzą.

Problem polega na tym, że w dzisiejszych czasach ludzie bardzo łatwo przyklejają do innych etykiety. Jak ktoś raz molestował, to na pewno będzie to potem robił. Nie ważna jest prawda, nie ważne są fakty, metka już jest więc już wiemy kim jest ten człowiek. A taki wpis potem się będzie za gościem ciągnął. To w żaden sposób nie rozwiązuje problemu, bo chłopak i tak nie zrozumie czym jest molestowanie seksualne i czemu został zawieszony. Dla niego był to spontaniczny wyraz swojego niewinnego przecież jeszcze uczucia.

Współczuję również tej dziewczynce. Jestem pewien, że jakkolwiek straszne to było dla niej przeżycie, to za kilka lat zgodzi się ze mną, że jej matce musiał się ostatnio jakiś sufit na łeb spaść. A spadł się i to porządnie, przynajmniej mam taką nadzieję, bo albo sufit, albo geny, innych możliwości nie ma.

  • Krzysztof Tatarynowicz

    W pierwszej chwili czytania wstępu można odnieść wrażenie, że chłopiec faktycznie molestował ją seksualnie i trafnie stwierdziłeś, że „zawsze może być jeszcze gorzej” i w sumie o tym najgorszym pomyślałem. W pierwszej chwili. W zasadzie omówiony przez Ciebie artykuł jest genialnym przykładem nadinterpretacji zachowań i pewnego rodzaju toksycznej próby ochrony dzieci. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że po jednej stronie stoją rodzice, którzy mają coraz mniejszy wpływ na to, w jaki sposób wychowują własne dziecko, a po drugiej urzędasy, które decydują o tym co jest dobre, a co be. Urzędasy, które wiedzą w jaki sposób działa psychika dziecka, kiedy mu czegoś zabraniamy albo karzemy za coś co źle zrobił, po to, żeby więcej tego nie robił. Tu mi się przypomina bodajże Dorota Zawadzka w tym całym realityshow „Super Niania”, która pokazuje jak wychowywać dzieci, a sama jest rozwiedziona i, co ciekawe, jej dzieci nie chcą z nią mieszkać. Tak samo widzę tych garniaciaków, którzy siedzą cały dzień za biurkiem, piszą bzdury, a jak usłyszą o ukaraniu dziecka za bicie kolegi, to od razu rzucają się z szabelką, że nie wolno, bo to tylko dziecko i to było tak dla zabawy. No, trochę za daleko pojechałem, ale dalej w temacie. A buziaka koleżance to każdy dawał w przedszkolu, tak myślę. Obawiam się, że niedługo przedszkolanki będą zgłaszać kurczę takie coś jako „molestowania i gwałty zbiorowe” jak tylko ktoś przytuli koleżankę w przedszkolu.

    • kel

      Przy czym tutaj nie urzędasy sami z siebie tylko matka dziewczynki przycisnęła urzędasów. Ci tylko zrobili do czego byli zmuszeni.

  • Bardzo mi to przypomina komentarz, że ‚to dzieci same wchodziły do łóżek’ (chyba każdy wie, o czym mówię). Cóż, Stany to kraj precedensu, dlatego tego typu rzeczy są tam na porządku dziennym ;)

    • kel

      Może, jestem jednak zdania, że trzeba bardzo dużo złej woli by w jakimkolwiek działaniu sześciolatka doszukiwać się molestowania.

      • Cholera, nie dopisałem :P Owszem, dzieci w tym wieku nie są czegoś takiego świadome :)

  • Cholera…molestowałam seksualnie w zerówce mojego kolegę…bo też pocałowałam go w policzek…dobrze, że mnie wtedy nie zawiesili ;-)

    • kel

      Ile człowiek szczęścia w życiu miał i nawet nie wiedział. :)