Dlaczego odrzucałem kobiety

Kilka powodów dla których odrzucałem albo odpuszczałem sobie kobiety. Jest z czego się pośmiać.

Żaden ze mnie celebryta i moje życie mało kogo obchodzi na tyle, bym musiał się w taki sposób zwierzać, ale pomyślałem sobie, że to będzie dobra wskazówka dla wielu z was. Dobrze będzie, jeśli sobie uświadomicie jak niewiele czasami brakuje, żeby zacząć się spotykać z kimś kto wam się podoba, albo co zrobiliście naprawdę źle i czego powinnyście unikać na przyszłość. Nie żebym był jakimś wyznacznikiem przeciętnego mężczyzny, czy jakiejkolwiek grupy facetów, ale niech to będzie dobry przyczynek do dyskusji a innych zapytam o ich powody później – już przygotowuję taki wpis.

Pierwszą dziewczynę odpuściłem sobie z powodu wieku. Tak, wiem, pisałem kiedyś, że to nie o wiek chodzi, w tamtym czasie ona była po prostu za mało dojrzała dla mnie, w końcu różnica między starszakami a trzecią grupą przedszkola jest kolosalna. Właśnie z powodu tej różnicy nasz kontakt ograniczył się do tego, iż zmuszony przez przedszkolanki oddałem jej jedną z wywalczonych przeze mnie łopatek. Taki ze mnie szarmant, a co.

Podstawówka to czas w którym dziewczyny są głupie i w ogóle fe, wtedy trzeba trzymać sztamę z chłopakami, więc nie bardzo jest co opowiadać. Sytuacja zmienia się diametralnie w gimnazjum. W gimnazjum jest taki problem, że jeszcze nie wiadomo o co chodzi, nikt nie wie jak to się robi i jak w ogóle się do tego wszystkiego zabrać. A o poprawnym odczytywaniu sygnałów wysyłanych przez dziewczyny nie było mowy. Trzy z nich olałem, bo nie wiedziałem co i jak. Naprawdę, wszystkie trzy mi się podobały i chętnie bym z nimi za rękę pochodził, ale wszystkie popełniły jeden podstawowy błąd – swoje „ruchy” wykonywały w obecności przyjaciółek. Błagam was, nie róbcie tego swoim wybrankom, zostawcie psiapsióły w domu.

Jedna przyjaciółeczka grała rolę swatki. Obie przychodziły w moje miejsce spotkań z przyjaciółmi, spędzaliśmy razem czas a ona czaiła się na mnie. Ja oczywiście zielony, nic nie skumałem, chociaż wtedy też bardzo mi się podobała. W którymś momencie, gdy było nas cztery osoby, swatka nie wytrzymała i zapytała się, i tu cytat: „czy nie wpadłbyś z nią (tą co się na mnie czaiła) w ślimaka”. Może sam na sam zabrzmiałoby to romantyczniej, ale w zaistniałych okolicznościach jedyne co mogłem zrobić to wybuchnąć śmiechem. Nie połknąłem przynęty, choć bardzo chętnie w ślimaka bym wpadł.

W drugim przypadku nie było swatki, ale była sama obecność, która również krępowała niesamowicie. Była przerwa, poszliśmy na papieroska, byliśmy w trójkę. Jak zwykle wszyscy oprócz mnie wiedzieli, że się jednej z nich podobam i że się do mnie przystawia. Ja nie wiedziałem. Jej sposobem na podryw była opowieść o gościu i gościówie, gościówa również zalecała się do gościa i wyskoczyła do niego z pytaniem, „czy umyć ci zęby moim językiem”. Historia była śmieszna, pośmialiśmy się, a ona na koniec zapytała: a tobie umyć? I znów, może sam na sam byłoby romantycznie… Ech, gimnazjum. Łezka się w oku kręci.

Między gimnazjum a liceum była jeszcze jedna, którą odpuściłem sobie z podobnego powodu. Pierwsza randka nie wyszła najlepiej, na spotkanie dla pewności zabraliśmy po kumplu i przyjaciółce, tak na wszelki wypadek. Randka skończyła się tak śmiesznie, że aż wstyd mi dzisiaj o tym mówić i może innym razem o niej opowiem. W każdym razie były też kolejne spotkania, chyba ze dwa. Ja już wtedy wiedziałem, że nie ma sensu bym kogokolwiek ze sobą zabierał bo to nie wyjdzie. Ona jeszcze nie wiedziała i był tak trochę drętwo. Ostatecznie, już w liceum, jeszcze próbowaliśmy się spotkać ale coś tam zawsze było na przeszkodzie i stwierdziłem, że nie chce mi się już kminić. Gdyby ona wtedy przycisnęła bardziej, zabiegała o spotkanie bardziej to nie byłoby problemu, ja sam jednak już sobie odpuściłem.

Była też jedna, którą odpuściłem sobie przez różnicę wieku. Dziewczyna starsza od chłopaka to ciężka sprawa, zwłaszcza gdy się jest jeszcze młodym. Jako siedemnastolatek kręciłem z dwa lata starszą dziewczyną, poznaną na IRCu (gimby nie znajo). Było ok do pierwszego spotkania. Wytrzymałem jakoś fakt, że w sklepie to ona musiała kupić piwko, bo ja nie miałem dowodu, ale gdy musiałem się urwać z domówki, bo ojciec kazał mi wracać do domu a ona na niej została, moja duma ucierpiała potężnie. Potem coś tam jeszcze gadaliśmy ze sobą, ale już było po sprawie.

Inną poznałem w klubie, gdzie trochę sobie poszaleliśmy a na następny dzień spotkaliśmy się na randce. Cóż, pocałunki poprzedniego wieczoru były bardzo miłe, ale przydałoby się też o czymś pogadać a tu już niestety był problem. Nie dość, że dziewczyna okazała się dużo młodsza (co aż tak wielkim problemem nie było) to jeszcze miała zupełnie co innego w głowie. Zapamiętałem ją szczególnie bo widać było po niej, że na siłę starała się swoimi wypowiedziami pokazać, że jest dojrzalsza, no a wychodziło to komicznie. Zdecydowanie brakowało jej luzu.

Inną, też poznaną w klubie odpuściłem sobie bo zależało mi na innej. W tym czasie kręciłem już z jedną dziewczyną, ale to był dość wczesny etap znajomości, jeszcze nic pewnego, więc gdy poszliśmy ze znajomymi się zabawić, nie miałem oporów by nieco odważniej potańczyć z nowo poznaną blondynką. Co ciekawe, okazało się, że ona chodziła do tej samej szkoły co ja, nawet do równoległej klasy, choć nigdy wcześniej jej nie widziałem. Pamiętam, że spóźniłem się na matematykę, bo ona nie potrafiła zrozumieć, że nie chce się pakować w związek, że chciałem się miło pobawić na imprezie i że mam kogoś innego na oku. Co ciekawe, z tą z którą wtedy kręciłem też nie wyszło i też ją odrzuciłem. Była młodsza, ze zdecydowanie zbyt poważnym podejściem do życia i zwyczajnie wydawała mi się smutna. Poza tym spotykaliśmy się dość długo i nie było żadnego kamienia milowego w tej znajomości, nic nie szło do przodu, więc w którymś momencie po prostu przestałem się odzywać.

Było tych historii więcej, ale czas powoli zmierzać do puenty. Widzicie, wszystkie te przypadki miały to do siebie, że gdyby te dziewczyny były bardziej wytrwałe to na pewno do czegoś by doszło. No, może z wyjątkiem tej jednej, z którą nie było o czym gadać, chociaż i ona miała jakieś szanse byśmy ze sobą choć przez chwilę byli, może gdyby nie udawał kogoś kim nie była. Gdyby im się chciało trochę bardziej, gdyby zabiegały trochę mocniej – na pewno coś by się wydarzyło. Ale wszystkie te dziewczyny czekały na moje ruchy i na moje działania. Chciały bym to ja zrobił jakiś krok, gdy ja nie wiedziałem w ogóle, że one się o mnie starają. Dziewczyno, kobieto. To ty jesteś gate-keeperką. To ty decydujesz czy i kiedy do czegoś dojdzie. To cytat z jednego serialu, ale jestem pewien, że gdybyś zadzwoniła do dowolnego faceta z twojej listy kontaktów i zapytała się go, czy ma ochotę na seks, to on by się zgodził. I nie opieram tego jedynie na przekonaniu, bo kiedyś byłem świadkiem takiej historii.Nie żałuję tego, że one wtedy nie przycisnęły mnie mocniej, bo dzięki temu poznałem kobietę z którą jestem po dziś dzień i jestem z nią szczęśliwy, ale mam świadomość, że niewiele było potrzeba, żeby sprawy potoczyły się inaczej.

Dlatego jak jesteś z gościem na randce i masz ochotę go pocałować – nie krępuj się. Nie bój się odrzucenia, nie bój się niczego. Jak on już jest z Tobą na randce to na pewno czeka tylko na moment w którym będzie mógł Cie pocałować, jedyne co go blokuje to niepewność jak ty to odbierzesz. Bierz życie w swoje ręce, bo nikt inny za ciebie tego nie zrobi.

I żyj. I randkuj. I próbuj. Z którymś na pewno się uda.

  • Ania

    Hm, a mnie 5 ostatnich facetow spuscilo na manowce. I jak tu żyć. ? W ub. Roku jednego poznałam w sieci, cholernie zawrócił w tej mojej głowie, ale go oklamalam, a potem się wydało i teraz lipa. A ja, choć nigdy w realu się nie spotkaliśmy, wierzę, że jeszcze kiedyś go poznam :)

    • kel

      No i po co było kłamać? :)

    • Maciek Filipowicz

      Jak go kiedyś poznasz to radzę nie przyznawać się, że to byłaś Ty ;)

  • Monika

    Mam mieszane uczucia. Wszystko ok, nie ma problemu – dzwonie, działam, zabiegam, flirtuje – to na prawdę nie problem. Ale wcale mi się nie uśmiecha – działać, i odbierać reakcję faceta/ów. Nienawidzę, kiedy jestem gdziekolwiek, sam na sam/ z grupą znajomych płci przeciwnej, sama, czy w towarzystwie kumpeli, i pada tekst: „Dziewczyny, wybierajcie/ decydujcie.” No, nienawidzę tego, i już. Nie ma problemu, podejmę decyzję, ale miło by było, gdyby choć raz, od czasu do czasu to Wasza płeć postawiła na swoim.
    Kobieto „to ty decydujesz…” oo, nie!
    „Jak on już jest z Tobą na randce to na pewno czeka tylko na moment w którym będzie mógł Cie pocałować”, boże, dlaczego? Wybacz, ale podchodzę do tych spraw lekko drażliwie, ot po prostu – mój tym, to facet zdecydowany, gwałtowny, który podejmuję decyzję SAM, co nie znaczy, że nie liczy się z opinią drugiej osoby. A co do śmiesznych sytuacji, raz na spotkaniu/ randce, usłyszałam od faceta, kiedy ‚wlepiał’ się w moje oczy: „Mogę cię pocałować?”, i cała magia prysła. Myślałam, że wybuchnę śmiechem (nie zrobiłam tego, powstrzymała się – co jest dla mnie ogromnym wyczynem), i nie chodziło o niego – był przystojny, porywczy, podobał mi się, po prostu, ale… to pytanie. Spokojnie, przetrawiłam to, ale gdyby działał, zamiast czekać/ pytać, pewnie byśmy się pocałowali. Tak dałam mu drugą szansę, ale zdecydowanie dlatego, że mi się nieziemsko podobał.

    Tylko w mojej głowie coraz bardziej kreuję się obraz facetów: decyduj sama/ nie podejmę inicjatywy pierwszy, bo boję się, nie wiem jak zareaguje, nie chce jej/siebie zranić/ nie jesteśmy razem, to jej wina, bo nie starała się zbyt mocno, więc sobie odpuściłem/cokolwiek tam jeszcze. Ot, taki syndrom słabych, czekających mężczyzn. A za takiego nie wyjdę. Pójdę sobie ich szukać, gdzie indziej, bo jednak świat bez nich byłby ciężki, i nudny. Ale proszę Was, mężczyźni więcej odwagi i działania. Kobiety lubią ryzykantów (tutaj pozwolę sobie uogólnić mając dość ubogą – swoją i jakiegoś kręgu kobiet, wśród których się otaczam/ rozmawiałam/ przebywałam – opinię).

    • kel

      Ależ ja się zgadzam. :) Zwłaszcza, jeśli masz sprecyzowane oczekiwania. Natomiast najczęściej piszą do mnie kobiety, które nie chcą rezygnować, tylko ktoś im kiedyś powiedział, że nie wypada im zrobić pierwszego kroku.

    • sss

      Po co facet ma się starać jeśli dziewczyna jest zimna jak lód? Z taką bierną kłodą jest drętwo i nie wiadomo czy człowiek ma sobie pójść czy co. Czasem to wygląda tak jakby była zła, że oddycham jej tlenem i wtedy „cała magia prysła”. Jest pełno innych kobiet na ulicy niech kobieta też wie, że nie jest jedyna.

  • Cioccolatina

    Wcale nie jest tak jak piszesz. Faceci, nawet jak kobieta baaardzo się stara to i tak nic z tego nie wychodzi.

    „gdybyś zadzwoniła do dowolnego faceta z twojej listy kontaktów i zapytała się go, czy ma ochotę na seks, to on by się zgodził” dasz wiarę, że jednak nie?

    • kel

      Nie dam wiary, bo naprawdę znam taką historię. :)

  • KUNEKUNDA

    cóź, nie wątpię że na seks by się zgodził gdybym zadzwoniła do jakiegoś z mojej listy kontaktów ale co z tego? nie szukam wyłącznie seksu ale trwałej znajomości, związku, nie uważasz że jak rozłożę nogi przed facetem za wcześnie to cały czar pryśnie? nie rozumiem po co mam dzwonić i proponowac seks skoro takie działanie to nieczym dobrym się dla mnie nie skończy bo tylko pomysli że jestem łatwa

    • kel

      Nie zrozumiałaś tekstu. Nie napisałem, że masz tak robić, napisałem, że to Ty o tym decydujesz. To od Ciebie przede wszystkim zależy czy i kiedy do czegoś dojdzie.

  • KUNEKUNDA

    w ogóle to szczerze mówiąc Kel denerwują mnie już te Twoje teksty, piszesz ciągle o jednym – kobieto działaj, kobieto przejmij inicjatywę i zabiegaj, a na pewno się uda. otóż nie uda się, kazdy ma swoje granice, zabiegałam i co z tego, niby był zainteresowany a potem przestał, to co , mam na siłe przekonywac go do siebie? tak, cholernie mi się podoba ale nie zmusze go do niczego jak sam nie zechce, nie uważasz że facet też powinien wykazywac się inicjatywą? jest akcja to musi być i reakcja a nie takie proszenie na siłę i domyslanie się o co może jemu chodzić.

    • kel

      Przykro mi, że Ci się nie udało i rozumiem Twoje rozgoryczenie, ale to że nie udało się akurat Tobie, nie znaczy, że nie uda się innym. Poza tym nadinterpretujesz moje słowa, to że napisałem, że kobiety powinny się starać, nie oznacza, iż uważam, że faceci nie powinni. Nigdzie nie napisałem o facetach, więc nie wiem skąd takie wnioski.

      • Ola

        kurcze też ostatnio tak miałam, że pisałam z pewnym chłopakiem od stycznia do końca kwietnia, spotkaliśmy się dwa razy (na drugim spotkaniu ugotował dla mnie obiad więc dla mnie wow :)), fajnie nam się gadało i pisało przez ten czas (a może mi się tylko tak wydawało?) i raptem w maju MILCZENIE… zupełnie nie wiedziałam ocb. oczywiście jak jakaś zdesperowana napisałam z pretensją czemu się nie odzywa do mnie i mnie olewa, ale odpowiedzi się po dziś dzień nie doczekałam. Na szczęście nie narzucałam się więcej niż trzy próby kontaktu w przeciągu dwóch tygodni. Do dziś milczy. Teraz patrzę na to w ten sposób, że z dużym prawdopodobieństwem przestało mu zależeć, nie podobam mu się itd. chociaż też nie jestem pewna, bo przecież nawet mnie nie poinformował, zapomniał może ;) Podsumowując ja osobiście zawsze „boję się” bardziej zabiegać, dzwonić bo obawiam się, że zostanie to odebrane jako narzucanie się, desperacja. Wiem bezsensu może takie myślenie, ale może wynika to z mojego małego doświadczenia w związkach damsko-męskich.

        • Ola

          niby już sobie odpuściłam, ale żałuję trochę, że gdzieś to może po drodze spierniczyłam, bo wydawał się na prawdę bardzo w porządku. Nie lubię nie wiedzieć co poszło nie tak, wolałabym dostać jakiś feedback od niego. Może byłam zbyt „agresywna” w pokazywaniu uczuć, może się przestraszył… Ja wiem, ze nie ma gotowej recepty, ale któryś z facetów może odpowie mi jak to jest z milczeniem, czy dobrze rozkminiam, ze jeśli chłopak milczy to raczej po prostu ma dziewczyny dość i nie jest zainteresowany dalszą znajomością? Mam też wrażenie, ze jak pokazałam, ze zaczęło mi bardziej zależeć to sie zwinął :)

          • Niko

            Poszedł na bibe, popił i znalazł ładniejsza :) a ze nie wiedział co z Tobą zrobić to przestał sie odzywać. Mało dżentelmeńskie :P

    • s

      bo to jest proste : Faceci w większości boja się Kobiet :) a tak na marginesie „nigdy nie miałaś tak, że jakiś facet do Ciebie zarywał, a Ty go lekceważyłaś, bo nie było w nim niczego interesującego?”

    • sss

      Obydwie strony powinny działać. JAk klientka po długim czasie nadal jest bierna to ja tracę apetyt i jestem wkur.. na nią i magia prysła, bo do niczego jej przecież nie będę zmuszał. No ale jak ciapaty by ją zgwałcił to by było fajnie.

  • Przestać się odzywać, to takie nienachalne :)

    • kel

      Ona potem przyszła na „moją miejscówkę”, gdzie spotykałem się ze znajomymi a ja już byłem z inną. :P Przyznaję, to nie było po dżentelmeńsku. :)

  • Agata

    A mi się tekst podoba, jest prawdziwy.. Ale widocznie w tych wcześniejszych przypadkach ani Tobie ani Twoim „znajomym” nie zależało wystarczająco :) A co do facetów, sama doświadczyłam takiej sytuacji, kiedy umówiłam się z kolegą, on chciał bliskości i czegoś więcej a okazało się, że już z inną dziewczyną kręcił.. nie rozumiem takiego zachowania bo wiek 25lat chyba powinien już zobowiązywać do większej dojrzałości?.. Owszem i kobiecie powinno zależeć i facetowi- ale w takim samym stopniu, a nie, że facet albo dziewczyna ma staranie się gdzieś bo taki układ się nie sprawdzi nigdy… Może i ja kiedyś w końcu odnajdę tego jedynego ;p

  • Rose

    Czasem działa to w dwie strony… co z tego że kobieta „przyciśnie” faceta mocniej, jeżeli on też powinien coś zrobić.. zawsze my musimy się tym zajmować? Jeśli zależy to okey bo sama tego chce ale jeśli facetowi zależy to on tez powinien sie przyłożyć a nie liczyć na to że ona wszystko zrobi za niego.

    • Podpisuję się obiema rękami. Dlaczego tylko kobiety mają oś robić? Jeśli kobieta jest zainteresowana i mężczyzna też to obydwoje powinni się o siebie starać i zabiegać, a nie tylko jedna strona.

  • Polak

    A ja uważam, ze to drogi autorze problem byl w tobie. To tobie nie starczylo odwagi, zeby sprawy popchnac troche dalej, chociaz miales tak szeroko bramy otwarte, ze juz bardziej sie nei dalo. DO CIEBIE nalezaly dalsze kroki. Tak swiat wyglada, ze to facet ma zabiegac o kobiete, bo wtedy wlasnie to jest ciekawe, a nie gdy wszystko masz wystawione na talerzu. To nie kobiety są facetami chłopczyku!

    • joanna

      w pełni sie zgadzam . . .

    • sss

      Patrząc na to co się dzieje na świecie mógłbym się kłócić bo przecież kobiety mają takie same prawa jak mężczyźni i na odwrót.

  • Izabella

    Moim zdaniem, jesteś typem księciunia, czyli po prostu
    zachowujesz się jak stereotypowa dziewczyna. Wiem, że teraz jest coraz więcej
    takich chłopaków, ale zdecydowana większość to typ łowcy (mój chłopak,
    bracia,wielu kolegów). Nie ubzdurałam sobie tego, po prostu dużo z nimi
    rozmawiałam. Oni lubią się starać i zabiegać o dziewczynę, po tym jak wreszcie
    uda im się ją zdobyć, bardzo ją cenią. Wiedzą ile wysiłku musieli włożyć, żeby z nimi była. Jeśli zdarzało się, że dziewczyna sama do nich zagadała lub
    nadmiernie pokazywała jak jej zależy (na początkowym etapie znajomości), to nie stanowiła dla nich wyzwania i nie
    było starania. Uważam jednak , że obie osoby powinny zabiegać, jeśli tylko
    jednemu partnerowi zależy, nic z takiej relacji nie będzie. Oczywiście na
    początku jednej osobie, może bardziej zależeć, innej mniej, ale z tego co
    zrozumiałam, to ty miałeś totalnie wylane…
    Dodam, ze kiedyś byłam z
    księciuniem (skrajnym), ja zainicjowałam tę znajomość, która wiele mnie kosztowała… nerwów. Koleś nic
    nie chciał dawać od siebie, on po prostu był i miałam go za to wielbić,
    nosić na rękach. Nic dziwnego, że po prostu, pewnego dnia dałam sobie z nim
    spokój. Po jakimś czasie spotkałam jednak ODWAŻNEGO chłopaka, który nie wstydził się do mnie zagadać lub też nie czekał na moją inicjatywę, był interesujący, pokazywał, że mu zależy… i jesteśmy szczęśliwą para od roku.
    Oczywiście nie wierzę, w twarde ramy klasyfikacji i nazw księciunio, łowca użyłam prześmiewczo, nie mniej jednak coś w tym jest… ;)

  • Aga

    czyste bzdury piszesz i tak jak to napisał poniżej jeden mężczyzna, brak ci męskości, nie jestes zupełnie odważny, za to byłeś bardzo próżny i tchórzliwy…a co do miłości to miłość zdarza się bardzo rzadko..a takie teksty typu bo one się nie starały…hahahhaha to tak nie działa. Miłość jest obopólna, nie ma kalkulacji kto się stara bardziej, a kto mniej..to się po prostu dzieje, czy tego chcemy czy nie, to jest kłócie serca i tęsknota duszy, więc twoje porady są mało przydatne. Czysta matematyka a nie prawdziwa miłość :) uśmiałam się tylko