Dzień przed maturą

Na dzień przed moją maturą byłem zupełnie spokojny.

– Wiesz co? W ogóle nie czuję tego, że jutro matura – stwierdziłem ze zdziwieniem. Był ciepły, majowy wieczór, słońce już chyliło się ku zachodowi. Siedzieliśmy na murku opodal kortów pijąc ostatni, przedmaturalny browar.

– Mam dokładnie to samo – odparł Antek.

– Zaczynam się martwić tym, że się nie martwię – dodałem, pociągając kolejny łyk piwa z butelki.- Myślisz, że to normalne?

– Nie wiem, ale niektórzy z moich znajomych robią w portki. Widziałem ich statusy na gadu.

– U moich to samo. E-tam, jutro wejdę na salę i po prostu rozpykam wszystko. Obojętne mi co dadzą bo i tak nic przez całe liceum nie przeczytałem.

– Dobra, zeruj, fajeczka i lecimy. Stres czy nie, przydałoby się wyspać. Trochę chujowo byłoby zaspać na maturę.

– Po maturach lotnik? – zapytałem kończąc browar.

– Lotnik – odparł Antek.

Spotkaliśmy się w pół drogi do siebie, przy korcie tenisowym. Fajeczka, browarek, korzystanie z ostatnich wolnych chwil przed maturą. Gdzieś od dwóch tygodni mieliśmy już wolne – było już po zakończeniu roku a przed maturami. Wszystkie przedmioty zaliczone, pewien etap życia zamknięty, choć zostało jeszcze postawienie kropki nad i maturami.

Naprawdę nie czuliśmy wtedy stresu. No, przynajmniej ja nie czułem. Szczerze mówiąc przez matury przeszedłem niemal zupełnie bezstresowo. Każdy kolejny egzamin był prostszy, bo procedury już znane a i wszyscy bardziej wyluzowani. Najgorsze było czekanie do końca maja na ustny z polskiego. Wszyscy już wtedy mieli to za sobą, a ja ciągle miałem na głowie swoją prezentację. Konspekt napisałem wcześniej, ale ogarniać go zacząłem dopiero w dzień samego egzaminu. Zdałem bez problemu. A cała reszta egzaminów? Luzik. Po każdym spotykaliśmy się paczką (a było nas kilku maturzystów) na zielonogórskim Lotniku, żeby wymienić się wrażeniami.

Tak naprawdę nie przejmowałem się tym co będzie potem. Wiedziałem, że idę na studia, ale miałem szczęście skorzystać z pewnej furtki jaką wtedy otworzyła wrocławska polibuda – nie musiałem kompletnie przejmować się wynikami bo i tak wiedziałem, że mnie przyjmą na uczelnie. Zresztą, nawet gdyby wtedy coś poszło nie po mojej myśli, zawsze miałem uczelnie w rodzinnym mieście. Tam przyjmowali wszystkich, wystarczyło maturę zdać – a umówmy się, to nie jest nic trudnego.

Miałem więc jako taki plan A i solidny plan B, ale szczerze mówiąc długo wtedy nie główkowałem. Wybrałem Wrocław, bo z jednej strony chciałem spróbować czegoś nowego a z drugiej – szli tam niemal wszyscy moi znajomi. Maturę zdałem, na studia mnie przyjęli, wszystko poszło zgodnie z planem, choć w tamtym czasie miało prawo mi wszystko nie wyjść. W szkole nigdy orłem nie byłem a poziom lenistwa osiągnięty w tamtym czasie był naprawdę spory.

A po maturach jeziorko.
A po maturach jeziorko.

Parę miesięcy temu miałem okazję spotkać się z ekipą z mojego rodzinnego miasta. Nie żeby to było coś nadzwyczajnego, bo widujemy się regularnie, przynajmniej raz w miesiącu staram się być w rodzinnym mieście. Patrząc na nas, naszło mnie wtedy kilka refleksji. Chłopcy, zrzucili swoje dziewicze wąsy i zapuścili brody, zamiast najtańszych browarków płuczą gardła whisky. Ciężko pracują ale zarabiają dobre pieniądze. Wszyscy sobie radzą. Niektórzy rzucili fajki, inni do nich wrócili. Dziewczyny kobieco wypiękniały pozbywając się starych kompleksów. Zamiast taniego winiacza otwieranego długopisem, zamawiają kolejne drinki. Ci sami ludzie, od wielu lat.

Przeczytałem ostatnio Kominkowy wpis o maturach, z jego nieco gorzką refleksją na końcu. Tomek napisał, żebyście się nie łudzili, że wasi dzisiejsi przyjaciele będą nimi również później. Ma trochę racji. Moja paczka trochę zmniejszyła liczebność, podzieliła się na grupy. Nie ze wszystkim mam ciągle kontakt, z niektórymi nie mam go wcale. To co kiedyś wydawało się nie mieć końca, jednak go znalazło. Każdy zajął się swoimi sprawami i nie każdemu było ciągle ze sobą po drodze. Ale ciągle mam kontakt ze sporą częścią tych przyjaciół. To nie jest tak, że matura jest jakąś magiczną gilotyną tnącą znajomości. Jeśli dzielicie ze znajomymi jakieś głębsze poglądy, coś więcej niż zamiłowanie do piwka na świeżym powietrzu i taniego wina pitego w lesie, to starzy przyjaciele mogą przy was zostać na dłużej, nie ma z tym najmniejszego problemu. Ale nie łudźcie się, że tak będzie ze wszystkimi.

Tomek ma też rację co do tego, że zdacie swoje matury. Serio, dacie radę. Po maturach zresztą też sobie poradzicie, choćbyście nie wiem jak bardzo się bali tej przyszłości, która was czeka. Bądźcie spokojni, nie wy pierwsi macie wątpliwości i nie ostatni. Ja jestem o was spokojny. Dlatego teraz szybcikiem na murek, na ostatnie przedmaturalne piwko ze znajomymi.

I zamiast przejmować się egzaminem, zastanówcie się gdzie pojedziecie tuż po. Czteromiesięczne wakacje dla tych, którzy wybierają się na studia, to nie w kij dmuchał.

header photo credit: ACET in Ateneo de Davao University High School 2012 via photopin (license)

  • piaxie

    Wiele osób mówi, że matura to bzdura, łatwizna, i tak dalej, i tak dalej. Ale umówmy się – jeśli ktoś wybiera się na medycynę, prawo, albo inne wymagające dużej ilości punktów kierunki, to niestety przykrość wielka, ale źle lub nawet w miarę dobrze zdana matura, może nie wystarczyć. Atmosferę podkręcają dodatkowo nauczyciele – o których, w większości, mam bardzo złe zdanie – którzy naokrągło, niczym katarynka, pieprzą o tej maturze już od początku – o zgrozo – gimnazjum. To jest chore, do tego dochodzi wybór studiów. Ile już było pomysłów? ;) Teraz jestem w martwym punkcie, ale mam jeszcze, oby, rok. Póki co, chętnie cofnęłabym się do przedszkola i została tam na dłużej. To były czasy, ahhh!

    • kel

      Maturę zawsze można poprawić. Naprawdę, dla chcącego nic trudnego. Nie ma co się denerwować – trzeba próbować życia i zobaczyć co smakuje najlepiej a wtedy wybór studiów będzie naturalny. :)

      • Dokładnie! Sam nie jestem zadowolony z wyników swojej matury, ale postanowiłem wziąć się w garść i przystąpić do poprawy.

    • juka

      tak, to prawda….matura? można poprawić, ja poprawiałam 3 razy i….
      czy było ciężko….oczywiście…na przekór wszystkim? tak, nawet rodzicom,
      czy były głupie komentarze i docinki ze strony znajomych….wielokrotnie..
      czy często płakałam w poduszkę…..100000 razy….
      i co z tego teraz mam……….

      za rok kończę medycynę :)

  • Anka

    Extra zdjęcie z jeziorkiem :D Aż się rozmarzyłam…

    Wracając do rzeczywistości. Maturę mam zdaną i mogę śmiało powiedzieć, że nie jest taka straszna, jakby tego chcieli maturzyści :) Nie byłam orłem z polskiego ani angielskiego, a mimo to dostałam się na wymarzone studia, które ukończyłam. Teraz już „stara dupa” ze mnie i z chęcią chciałabym mieć takie stresy, jakie mają maturzyści, a wcześniej gimnazjaliści. Te problemy to pikuś w porównaniu z egzaminem dojrzałości z życia, który zdaje się codziennie.

    Dacie radę! Mierzcie tylko swoje siły na zamiary :)