Gdy mówią, że konkubinat to grzech

Wszyscy bywamy konkubentami.

Czytam sobie artykuł o billboardach, które się pojawiły w kilku miastach i z jednej strony to całkiem fajne, że kościół wychodzi z kościoła i działa w realnym świecie ale z drugiej, billboardy, serio? To jest tak bardzo 2004. Ciekawe czy kiedyś doczekamy się na przykład wpisów sponsorowanych przez kościół na blogach. To by dopiero było! Tak swoją drogą, słowo konkubinat niesie zabawnie negatywny ładunek. Konkubenci zazwyczaj biją swoje kobiety, topią swoje dzieciaki i okradają swoich nieteściów. Często od wielu lat nie pracują, żyjąc na zasiłkach a wszystko oczywiście pod wpływem alkoholu i narkotyków. Naprawdę miło jest być w konkubinacie, nieprawdaż?

A tak już całkiem poważnie, to nie dajcie sobie wmówić, że konkubinat to grzech. Wątpię by jakikolwiek zdroworozsądkowy, logicznie myślący, normalny ksiądz potępiał związki w których dwoje ludzi kocha się nawzajem. Nie jestem specjalistą ani od wiary ani od biblii, ale wydaje mi się, że nauczanie Jezusa wychodziło właśnie od miłości, całą resztę traktując jako dodatek. Nie miej wyrzutów sumienia, że kochasz swojego Zdziśka ale żyjecie na kartę rowerową. To co jest najważniejsze to wasze uczucie a pozostałe sprawy to tylko formalności i zwykłe, choć pewnie dla niektórych przyjemne, gesty. Jeśli robicie sobie nawzajem dobrze, jeśli o siebie dbacie i się wzajemnie szanujecie to ktoś, kto wzbudza w was wyrzuty sumienia z powodu braku ślubu nie ma zielonego pojęcia o miłości.

Zresztą, naprawdę dziwię się naiwności ludzi, którzy myślą o ślubach przed seksem albo przed wspólnym zamieszkaniem. Doskonale rozumiem, że ślub często scala związki. Sztucznie, bo sztucznie, ale scala. W końcu dużo trudniej pójść do wszystkich urzędów i kościołów i odwrócić klepnięty związek, niż po prostu spakować się, wyjść i nigdy nie wrócić. Nie mam też nic przeciwko ślubom. Ktoś kto ma potrzebę złożenia publicznej przysięgi w kościele powinien mieć taką możliwość. Rzecz w tym, że wspólne mieszkanie i seks to sfery najbardziej intymne a tym samym bardzo ważne w kontekście wspólnego życia. Fajnie, że ktoś ciekawie opowiada o historii starożytnego Rzymu, albo jest najmilszym człowiekiem na świecie, ale jeśli nie potrafi wziąć na siebie części domowych obowiązków, albo jego penis jest o trzy rozmiary za duży, to codziennie gromadzone frustracje i tak doprowadzą do rozpadu związku, albo w najlepszym przypadku, do żyli długo i życzyli sobie wszystkiego najgorszego.

I tak naprawdę, dopóki pięć razy się na niego nie wkurwisz za porozrzucane po podłodze skarpetki i dopóki jego nieopuszczanie klapy nie przyprawi cie o pierwsze siwe włosy, to tego swojego Mietka jeszcze nie poznałaś. Prawdziwy związek zaczyna się po brudnej muszli, włosach w odpływie i dziewiczym bąku – podkołderniku.

Obiecywanie komuś, kogo się nie zna, że się go nie opuści aż do śmierci jest skrajną nieodpowiedzialnością.

A w najlepszym wypadku głupotą.

photo credit: Sunset at Ocean Shores, WA via photopin (license)

  • Przecież jest cała masa katolickich blogów i fanpage’y, to tak odnośnie nowoczesności w kościele. Ogólnie się z Topbą zgadzam, to miłośc jest istotna, nie formalności, no i nie kupuje tego seksu po ślubie, co to, to na pewno nie. Jednak rozumiem, że dla osoby wierzącej, ale naprawdę wierzącej i co wazne praktykującej, sakramenty są ważne i to w sumie jest fajne :)

    • kel

      No tak, ale mówię o katolickich reklamach na blogach – tego jeszcze nie widziałem. :)

      • Wiesz co, aż spytam kogoś kto może coś na ten temat wiedzieć, czy takowa reklama gdziekolwiek powstała, bo może jest, a my o tym nie wiemy. Szczerze mówiąc to nie jest głupi pomysł, sprzedaj ten patent ;)

    • Chyba w tym jest sedno. Jeśli ktoś nie wierzy w sakramenty, to i seks po ślubie jest dla niego totalnie głupi i naiwny, i wiele innych rzeczy, które są w Kościele niezmienne od wielu lat.

      Uważam też jednak za dziwne przejmowanie się zdaniem Kościoła w tej czy innej sprawie, jeśli się ma z nim niewiele wspólnego. Na świecie zawsze będą występować różnice zdań. Tyle ile punktów siedzenia, tyle światopoglądów.

  • Kościół jest dość aktywny w internecie, działa wiele fajnych katolickich inicjatyw online. Warto tu wspomnieć o aktywności ojców dominikanów, jezuitów (w tym Deon), Boska.tv, działaniach Piotra Żyłki, itp. – to po pierwsze.

    Po drugie, nie ma księdza, który, pozostając wiernym nauczaniu Kościoła, powiedziałby, że konkubinat to nie grzech. No, chyba że to jest biały konkubinat, czyli bez seksu. Sorry, nie ma co liczyć tu na rewolucję, bo to wynika wprost z Ewangelii.

    Po trzecie, zupełnie nie rozumiem zamieszania wokół tej kampanii. Jeśli ktoś jest osobą niewierzącą, to kategoria grzechu go w ogóle nie dotyczy, czyli plakat jest dla niego tym, czym reklama podpasek dla przeciętnego faceta. Problemem osobnym, ale to na inną dyskusję, jest to, że wiele osób deklaruje się jako wierzące, a jednocześnie traktuje religię jak szwedzki stół – biorą z niego to, co im smakuje. A to tak nie działa.

    • kel

      „No tak, ale mówię o katolickich reklamach na blogach – tego jeszcze nie widziałem. :)” :)

      Po drugie, nigdzie nie napisałem, że ksiądz powie, że to nie grzech. Napisałem, że żaden normalny ksiądz nie potępi kochającej się pary żyjącej w konkubinacie.

      A zamieszanie, przynajmniej z mojej strony, nie dotyczy samej kampanii, do której nic nie mam, bo każdy sobie może wykupić reklamę. Ja po prostu nie zgadzam się co do meritum.

      • O, katolickich blogów też jest sporo. Po co kupować reklamy na blogach, skoro lepiej mieć własne? :)
        Co do meritum – masz pełne prawo się nie zgadzać. Wszak bycie katolikiem nie jest obowiązkowe.

        • kel

          Ot choćby dlatego, żeby zainteresować niezainteresowanych. :)

          • Tylko, widzisz, reklama na blogu osoby, która sama z siebie nie ma potrzeby pisania na temat wiary, kłóci się z ideą wiarygodności blogera i przekazu blogowego :)

            • kel

              Zależy od konkretnego przypadku i blogera. Jestem sobie w stanie spokojnie wyobrazić u któregoś z blogerów np. reklamę jakiegoś wydarzenia organizowanego przez lokalną parafię. Wszystko jest kwestią pomysłu.

            • Karolina

              Imponuje mi Twoje podejście do religii. Jak się wszędzie człek naczyta, że zło i ciemnogród to fajnie się wraca na ten spokojny blog :) Ogromny plus.

            • kel

              Miło mi. Tak jak w przypadku ludzi, tak i przy instytucjach staram się krytykować postawy, nie samych zainteresowanych.

  • Beata

    Powiesz, że ksiądz nie ma pojęcia o miłości, a ksiądz powie, że nie masz pojęcia o hajsie… Nauki Jezusa już dawno przestały mieć cokolwiek wspólnego z tym, co głosi kościół w swoich stanowiskach. Została głównie coraz gorzej prowadzona polityka, pieniądz, władza, a szkoda, bo dobry mieli potencjał :) Niewiele osób stara się też zrozumieć kontekst historyczny/społeczny nauk, poznać mechanizmy działania i rozwoju kościoła jako instytucji czy spojrzeć na aspekt religii/moralności szerzej. Chociaż mam wrażenie, że z biegiem czasu jest coraz więcej takich księży-rebeliantów, mających rozsądne podejście do życia i Biblii. Także jest nadzieja!

  • S

    Co do reklamy, niech każdy reklamuje się jak chce i gdzie chce. Co do tego by kościół sponsorował co kolwiek – zapomnij- to są pieniądze parafian a księżoą ciągle mało :( Przykre jest to, że obecna wiara ma bardzo mało z tego co nauczał Jezus. Kościół potępia konkubinat bo – nie ma kasy ze ślubu – tu nie chodzi o Pismo. Najbardziej przykre jest to, że pouczają nas, a sami są czasami nie lepsi : kobiety, sex, dzieci, domy, drogie samochody…
    wiem z autopsji :(

  • Postawili mi coś takiego nieopodal miejsca zamieszkania. Cieszę się, że nie widzę tego z okna.