Gdy on nie chce się oświadczyć

 

Jesteś z nim już tak długo a on nadal ci się nie oświadczył? Powiedział ci, że cie kocha ale nie chce ślubu? To na pewno tchórz, pijak i złodziej. Bo każdy pijak to złodziej.

Zdarzyło mi się już pisać o tym jak kobieta z mężczyzną różnią się pod względem postrzegania świata i rozumiem, że te różnice są. To czego nie rozumiem, to brak jakiejś elementarnej logiki u przedstawicielek tej, jakże pięknej, płci. Zresztą, co ja wam będę, sami poczytajcie.

mam problem z którym nie bardzo umiem sobie poradzić.Mam 27lat i jestem w stałym związku od 4 lat.Od 3 lat mieszkamy razem.Problem w tym ,mój facet nie chce się oświadczyć, a ja już mam dosyć życia w ciągłej stagnacji.Czuję ciągłą niepewność co będzie dalej.z tego powodu są też ciągłe kłótnie i nieporozumienia między nami.Próbowałam z nim rozmawiać na ten temat, tłumaczyć, że ja już nie chce dłużej takiej stagnacji, nie pewności…Boję się, że za rok , dwa on po prostu mnie zostawi, bo nie ma wobec mnie żadnych zobowiązań…Czy powinnam postawić mu ultimatum- albo zaręczyny,albo jesli nie to … pakuję się i odchodzę?

Po pierwsze, może stagnacja nie wynika z braku oświadczyn? To trochę naiwne myśleć, że kilka słów i pierścionek na rękę sprawi, że związek nie będzie stał już w miejscu. No bo masz ten pierścionek, usłyszałaś co chciałaś usłyszeć, bierzesz ten ślub i co dalej? Dla związku to już koniec – stagnacja. Jasne, można powiedzieć, że można sobie narobić dzieciaków, no ale ile ich można narobić? 10? 15? A potem co? Dalej stagnacja. Może żeby nie żyć w ciągłej stagnacji należałoby to życie po prostu jakoś zmienić? Może nawet sama jesteś w stanie to zrobić?

Po drugie, strach przed zostawieniem z powodu braku zobowiązań rozwalił mnie na łopatki i sędzia tego pojedynku zaczyna mi liczyć sekundy odkąd leżę na macie. Jak się przestaniesz starać to i mąż z podpisaną intercyzą cie zostawi. Naprawdę wolałabyś, żeby gość był z tobą pomimo tego, że przestanie cie kochać, zacznie nienawidzić i będzie zwyczajnie miał ochotę ciebie zaciukać? To zupełnie wbrew mojemu kociemu wychowaniu, ale co ja tam wiem.

Po trzecie, po czwarte, po piąte – znokautowany. Sędzia doliczył do końca i przegrałem. Kocham go tak mocno, że go zaszantażuję a potem od niego odejdę. Seems legit.

Jestem ze swoim chłopakiem ponad 8 lat od4 razem mieszkamy, jest nam ze sobą dobrze świetnie się dogadujemy. Chciałabym założyć rodzinę mieć dzieci serce mi się kraja kiedy się dowiaduje że moja kolejna koleżanka wychodzi za mąż, rodzi dziecko. Też bym chciała o niczym innym nie marze. Jednak mój chłopak do tej pory mi się nie oświadczył, zawsze jak zaczynam ten temat albo odpowiada wymijająco albo go zmienia. Nie wiem co mam robić może on po prostu mnie nie kocha i mu na mnie nie zależy ???

Klasyczny przykład a mózgu używam tylko do generowania snów. Szanowna osoba chciała by założyć rodzinę ale bez zaświadczenia o oświadczynach pani w okienku nie chce przyjąć jej podania. Chciała by też mieć dzieci ale jak wszyscy doskonale wiemy, kobiety przed oświadczynami są płodne niczym krzesło. Szanownej osobie jest dobrze i świetnie się z partnerem dogadują, ale gdy nadchodzą wieści od koleżanek to zazdrość bierze górę. Szanowna osoba nie może być gorsza, więc oczekuje od partnera oświadczyn. Chłopinie się nie śpieszy, więc po prostu jej nie kocha. Co tam, że jest z nią od 8 lat. Co tam, że jest dobrze i się dogadują. Ale się nie oświadcza, więc mu nie zależy.

Moim osobistym zdaniem takie długoletnie związki do niczego nie prowadzą w efekcie końcowym okazuję się że nagle takie pary nieoczekiwanie się rozchodzą i znajdują w niedługim czasie nowych partnerów gdzie po roku już jest ślub i dziecko czyli happy and. Jeśli po 3 latach meżczyzna nie decyduje sie na jakim chocby mały ale jednak powazny kroczek to nie warto zawracac sobie nim głowe. Tkwiąc w takich długich związkach niczego nie zyskujemy a jednocześnie możemy wiele stracić.A z nami kobietami jest tak że boimy się utracic partnera bo obawiamy sie że nie znajdziemy drugiego i wiecznie bedziemy same pożucone itd więcej pewnosci siebie moje drogie panie ten jedyny zawsze gdzies tam na nas czeka

Ciotka dobra rada. Ma swoje osobiste zdanie: jeśli po 3 latach mężczyzna nie decyduje się na poważny krok to wiedz, że coś się dzieje. Wszyscy wiemy, że w związku chodzi o to ile możemy zyskać a taka niepoważna męcizna, co przez trzy lata nic, to zysku nam nie przyniesie. Pożucam resztki nadzieji i życzę miłego dnia.

A morał z tego taki, że co tam miłość, co tam uczucie. Ważniejszy zysk, koleżanki i tytuł żony. Co tam mój Zdzicho, ja tu ślubną chcę być. Jak nie z tym to z innym, nie bój nic. Zdzicho nie ważny. Nic nie ważne, tylko małżeństwo. A wtedy trud skończony. I halucynacje z niedożywienia.

Źródło zdjęcia: 1

Źródła cytatów: internet + google

  • Kel, ale pierdziulisz tego razu :)
    Jasne, że nie trzeba być małżeństwem żeby dorobić się dziecka, ale dziecko to takie cuś co wymaga stabilizacji. Jasne, że kwitek z urzędu nie daje gwarancji, ale jest choćby namiastką tej stabilizacji. A w razie czego też i gwarantem, że tatuś nie zwinie się bez słowa i zostawionych na dziecia pieniędzy.
    Natomiast panna która ma dość stabilizacji i dlatego chce małżeństwa sprawiła, że śmiechłam. Przecież człowiek właśnie po to się hajta żeby mieć stabilizację w życiu, dziewuchy głupie no! :)
    I to nie jest „happy end” tylko początek. Drogi często z wybojami.

    • kel

      Jak się komuś nie ufa, że nie zostawi z dzieckiem, to się tego dziecka z nim nie robi. Nie rozumiem tego myślenia, że aby zaufać facetowi potrzeba komuś ślubu. A pieniądze na dziecko da się załatwić i bez ślubu – jestem pewien, że prawodawstwo takie sytuacje przewiduje.

      Ja wiem, że małżeństwo to niby stabilizacja, ale z takiego myślenia właśnie potem bierze się odpuszczanie po ślubie – mam już męża to zupa może być za słona.

      Nie mam nic przeciwko instytucji małżeństwa, pod warunkiem że to jest „kropka nad i”, a nie jakiś dowód na coś.

      • Cóż ja już ponad 6 lat ciągnę wózek zwany małżeństwo i wiem jak nikt, że masz rację mówiąc że nie można sobie odpuscić.
        Prawodawstwo niby coś tam gwarantuje, ale niestety w praktyce wygląda to tak, że niezamężna matka jest jeleniem która musi udowadniać, tłumaczyć i bić się o to co jej i dziecku się należy.
        Moje dziecko urodziło się kilka miesięcy przed ślubem (celowo nie wziełam go w czasie ciąży, bo chciałam mieć piękną sukienkę nie worek (jaki głęboki powód nie?) i świadomość, że facet jest ze mną bo mu dobrze a nie bo dziecko) i mimo, że ojciec dziecka nie stwarzał żadnych problemów miałam TAAAAKĄ masę papierologii i udowadniania, że jest jego i żeby mógł dać nazwisko, że szok. W przypadku gdyby się wypierał to chyba musiałabym zrobić badania i napisać to na dachu Urzędu Stanu Cywilnego, bo 10 wniosków to byłoby za mało :)

        • kel

          Nie no, wiadomo, że małżeństwom łatwiej, ale właśnie w tym rzecz – weźmy ślub bo będzie nam łatwiej, albo weźmy ślub bo oboje chcemy spędzić ze sobą całe życie. A jak ktoś chce ślubu jako lekarstwa na brak stabilizacji to dobrze nie wróży. :)

      • Piszesz „pieniądze na dziecko da się załatwić i bez ślubu – jestem pewien, że prawodawstwo takie sytuacje przewiduje”. Owszem, ale tylko wtedy, kiedy ojciec uznaje dziecko. Fakt, jeśli ojciec wypiera się dziecka, a matka uznaje, że jest jego, sąd może nakazać wykonanie badań potwierdzających ojcostwo. Tylko że tutaj wchodzimy już na kolejny level, na który nie wszystkich stać. Wiemy, ile dziś kosztuje pomoc prawna. To raz. Dwa – znam mnóstwo sytuacji, gdzie ojcowie mają zasądzone alimenty, a ich po prostu nie płacą, albo płacą połowicznie i mają w dupie wszelkie pisma sądowe, które do nich przychodzą, a nikt ich specjalnie za to niepłacenie alimentów nie ściga. Tak więc pod tym względem nie dziwię się kobietom, które – chcąc mieć dziecko – oczekują jakiejś deklaracji ze strony faceta. Jeśli on nie chce ślubu, to nie wiem – niech podpisze jakiś papier, że w razie rozpadu związku bierze odpowiedzialność za częściowe utrzymanie i wychowanie dziecka.

        • kel

          Ja rozumiem, że takie sytuacje się zdarzają, ale nie widzisz tu sprzeczności? :) Chcieć mieć dziecko z kimś komu jednak nie do końca się ufa? Nie bardzo sobie to wyobrażam.

          • No jasne, jak się nie ufa, to nie powinno być mowy o dziecku. Sęk w tym, że wiele kobiet ufa, a potem wychodzą na tym jak Zabłocki na mydle…

          • Kel, ale ja mu mogę ufać, mogę kochać i wielbić i chcieć mieć dzieci z danym facetem, nie tracąc przy tym rozumu i pamiętając, że ludzie są tylko ludźmi I chcieć w związku z tym skoro już powołuję do życia małą istotę zabezpieczyć jej byt jak tylko się da.
            A nie da się lepiej niż małżeństwem.

            • kel

              No dobra, zgadzam się z tym jako motywacją. Ale w żadnym wypadku nie zgadzam się z tym jako usprawiedliwieniem dla zmuszania kogoś czy stawiania przed kimś ultimatum.

    • Miałam wysmażyć jakiś soczysty koment, ale Kamila już to zrobiła za mnie, więc podpisuję się pod jej słowami. Dziękuję za uwagę ;)

  • Z drugiej strony, każdy się czuje pewniej, gdy widzi czyny, a nie tylko obietnice. Ślub jest trochę czynem, też obietnicą… dość naiwną, bo nie na wieki zazwyczaj. A chęć wzięcia ślubu, bo koleżanka, jest pierwszym powodem, aby go nie brać.

    • kel

      Czynem jak najbardziej, ale niedobrze, gdy wymuszonym. I nie dobrze gdy jedynym pozwalającym zaufać.

  • Jak dziewczyna deklaruje, że za żadne skarby świata nie wyjdzie za mąż, bo jej „papierki” do szczęścia niepotrzebne – możemy ją bez problemu obsmarować w blogu. Gdy dla odmiany deklaruje, że chętnie ponosiłaby obrączkę – też możemy. I to jest cool: czego by baba nie zrobiła lub nie powiedziała, zawsze można ją ochrzanić :-D

    • I to Polska właśnie :P :/

    • kel

      Nie narzekam. Ostatecznie jest o czym pisać. ;)

  • nij

    biorę stronę kela. poproszę o jeden, tylko jeden ale Logiczny argument na to, że warto brać ślub.

    • kel

      Spore ułatwienia przy sprawach majątkowych. ;)

      • nij

        konkrety. co jest łatwiejsze albo na tyle prostsze, żeby logicznym było uprzednie zamążpójście

        • kel

          Doświadczenia nie mam, ale pierwsze co przychodzi mi do głowy to sprawy dziedziczenia. Nie bezpośrednio od państwa, ale wydaje mi się, że łatwiej też dostać kredyty będąc małżeństwem.

  • Bina!

    baby są czasem ograniczone. niby za dużo myślą, ale nie dostrzegają podstawowych spraw… może facet po prostu inaczej podchodzi do tego związku i wg niego wcale nie jest on taki usłany kwiatami, jak w oczach jego dziewczyny? zresztą co tak naprawdę zmieni ślub? jeśli się kochacie, to będzie ok, ‚stagnacja’ nie zniknie po weselu.. dziwny temat z tymi kobietami :)
    pozdrawiam :)
    Bina z to-ja-spadam.blogspot.com

  • bambi

    Ok, artukuł wyśmiewa logike dziewczyny, która oczekuje, że facet poprosi ją o rękę po długoletnim związku, ale coś jest na rzeczy moim zdaniem. Kiedyś zapytałam mojego faceta, czy widzi siebie kupującego dla mnie pierścionek, powiedział, że tego nie zrobi. Zwyczajnie mnie nie kochał, o czym dowiedziałam się później. Looong story ;P Nie twierdze, że ślub to gwarancja szczęścia w związku i „żyli długo i szczęśliwie”, jednak zaręczyny ja traktuje jako pewnego rodzaju piękny symbol. Jeśli facet chce z Tobą spędzić resztę życia, to poproszenie o ręke nie bedzie traktował w kategoriach przymusu i dopustu bożego, ale jako coś przez co chce pokazać, że to z nią chce spedzić resztę życia. To są ważne rzeczy dla kobiety i faceci tego nie rozumieją. Bo jeśli facetowi zależy i jeśli wie, że kobieta tego oczekuje (a prawie każda zakochana kobieta tak) to zrobi to. Ale stanie się to tylko jeśli mu na niej zależy…A szukanie wymówek typu, to jeszcze nie czas i miejsce świadczą tylko i wyłącznie o tym, że on po prostu nie jest pewien, albo że nie jest tak bardzo zakochany. Smutne, ale prawdziwe. No bo jeśli się jest z kimś kilka ładnych lat to normalne jest, że oczekuje się jakiejś stabilizacji.

    • kel

      Bzdura. Oświadczyny nie dają żadnej stabilizacji. To tylko słowa i zwykły gest, który może nic nie znaczyć. To nie oświadczyny i ślub dadzą Ci stabilizację, tylko partner który będzie z Tobą bez względu na okoliczności.

      • Marika

        Ale przecież cała komunikacja między ludźmi to tylko słowa, zwykłe gesty, zachowania. A co do tego słabego żartu o płodności niczym krzesło to, że zacytuję : „a mózgu używam tylko do generowania snow”. Dziecko to nie jest zabawka, którą sobie zrobimy, a potem jak już nam się znudzi zabawa w dom to będziemy się nią przerzucać. To nie jest iphone, którego musisz sobie zmienić, bo koledzy hipsterzy z Twojej korpo kupili sobie nowego. To jest żywa istota, która czuje i jest osobnym bytem, za który rodzic ponosi odpowiedzialność. Dorośnij, Kel.

        • kel

          Nie bardzo wiem w jaki sposób brak oświadczyn wyklucza odpowiedzialność za dziecko, jesteś w stanie to wytłumaczyć?

          A wycieczki osobiste wsadź sobie w kieszeń.

          • Karolina

            Ok. Odpowiedzialność odpowiedzialnością. A nazwisko dziecka? Takie jak taty czy takie jak mamy? Ja nie chciałabym się nazywać inaczej niż dziecko. A Ty? A uznanie po porodzie? A sama wizyta w szpitalu i próby otrzymania informacji o stanie zdrowia? W małżeństwie wszystkie sprawy formalne są łatwiejsze.

  • marcela

    jeśli mężczyzna kocha już dłuższy czas to dlaczego nie miał by tego zdeklarować oświadczynami i ślubem? coś tu nie rozumiem. Kochasz to co Cię zatrzymuje? jeśli jeszcze się wahasz to oznacza ze coś jest nie halo. Można nie być pewnym po krótkim czasie, ale po 7 lata? Mężczyźnie wygodnie w ten sposób, czasem z przyzwyczajenia, a po 7 latach zostawią dziewczyne która tyle lat straciła i później dziewuchy miejsca sobie nie mogą znaleźć w wieku 35, bez dziecka, chłopaka, męża… sorry ale u nas zegar tyka jeśli chodzi o potomków

    • kel

      Na tej samej zasadzie, skoro się kochają to po co im ślub? I nie rozumiem zależności brak oświadczyn = rozstanie. Że niby ze ślubem nie można się rozstać? Albo bez ślubu być ze sobą do końca życia?

  • Isk

    Cześć, drogi Autorze, fajne tematy poruszasz, takie z którymi mi ostatnio bardzo po drodze. W tym wątku postanowiłam się wypowiedzieć, bo myślę, że oprócz względów praktycznych: łatwiejszy kredyt, wielu formalności (nie tylko spraw majątkowych, ale np. na okoliczność wizyty w szpitalu) uregulowanych ślubem bez konieczności wizyt u notariusza, itd.najważniejsze jest to, że dwoje dorosłych ludzi „przyklepuje” decyzję i wolę spędzenia z drugą osobą reszty życia. Dla mnie małżeństwo nie ma innego sensu i chcę by było takim zielonym światłem do totalnego zaangażowania z obu stron, jasnym i wyraźnym komunikatem względem nas samych i reszty świata – „tak, wybieram tę drugą osobę, bo jest mi z nią tak dobrze, że nikogo innego już nie chcę i wiem, że to ta druga osoba zasługuje na ten wyjątkowy status mojej żony/męża”.
    Co do mnie, to od dłuższego czasu zbiera się we mnie żal, że ja już jestem gotowa, a mój facet, choć o wiele starszy, nie. Mam dwadzieścia parę lat, dobrą pracę, wykształcenie, jestem zadaniowa i decyzyjna – gdy czegoś chcę i wierzę że jest to dobre, robię wszystko, co mogę, by to osiągnąć. Dlatego bardzo szybko przeprowadziłam się do mojego ukochanego. Jestem w tym ciągle oswajanym nowym mieście już dwa lata, decyzję podjęłam bardzo szybko, bo wiedziałam że on jest moim wyborem.
    Może to dlatego wyczuwam pewną asymetrię? Niepewność, że z jednej strony rozmawiamy o rodzinie (zresztą właściwie już jesteśmy dla siebie jak rodzina), domu i kredycie, a z drugiej ja nie jestem pewna, czy on mnie chce tak na 100%?
    Mnie tymczasem interesuje tylko taki układ na 100%, gdzie się angażujemy totalnie, gdzie chce nam się o siebie nawzajem starać każdego dnia i możemy to przyklepać ślubem, żeby mówić do siebie per mąż i żona. Dlatego uważam, że chęć zawarcia ślubu to nie jest wydumane pragnienie niemające żadnych emocjonalnych podstaw.

    • kel

      „Mnie tymczasem interesuje tylko taki układ na 100%, gdzie się angażujemy
      totalnie, gdzie chce nam się o siebie nawzajem starać każdego dnia i
      możemy to przyklepać ślubem, żeby mówić do siebie per mąż i żona.” – ślub gwarantuje tylko to ostatnie, natomiast całą resztę można mieć bez ślubu. Nie twierdzę, że samo branie ślubu to głupota, natomiast twierdzę, że kończenie dobrego związku, w którym czujesz się świetnie tylko dlatego, że nie ma ślubu jest głupotą.

    • Nat

      Jestem dokladnie w takiej samej sytuacji…ja 28 on 34, jestesmy razem od 4 lat, od 2 mieszkamy razem. Oboje z wyksztalceniem, b dobra praca – wg mnie teraz jest idealna pora aby wziasc slub I zalozyc rodzine. Od zawsze rozmawialismy o dzieciach, kupnie domu itp…ale jak ostatnio przyszlo do powaznej romowy „kiedy” to sie okazalo ze moj partner nie ma zielonego pojecia. Moze I ma to w planie, ale nie wie czy to za rok czy za 7….po czym powiem szczerze oszalalam. Bo moim zdaniem po tylu latach bycia razem (a przeciez nie mamy po 20 lat zeby nie wiedziec czego chcemy/oczekujemy) to sie wie co sie chce I kiedy (moze sie myle?). Przy okazji okazalo sie ze nie wie na 100% czy chce wziasc slub w ogole (ja nie widze innej opcji). Zmuszac nie ma co I nawet nie chce…ale czekac Bog wie ile na kolejny krok tez nie dla mnie.

  • aga

    dziewczyny doradzcie mi jestem z chłopakiem od 3 lat od pol roku mieszkamy razem i raz się układa raz nie a przeważnie nie bo robimy cos o czym nie mogę pisać zwłaszcza on i prawie nie mamy dla siebie czasu… gdy prosiłam żeby z tym skonczyl nie zgodzil się…. na początku potrafiliśmy lezec w lozku i sluchac np. perri thousynd years a teraz nic… powiedział ze najlepszy czas na oświadczenie to 28 lat ja już będę starsza wiadomo ze mezczyzni wyglaj Njlepei w wieku 30 lat imoze znaleźć mlodsza ponadto dziecko i slub 28-30 lat. jest arogNCKI DUZO GRZYCZY pomóżcie mi podjąć ta decyzje. na początku myslalam ze poznałam tego jedynego. oczywiście przeprowadzil na mnie aborcje zgodziłam się bo naciskal bylam z tym sama teraz zaluje tego i wielu innych rzeczy…. doradzcie mi cos to dla mnie ważne. niemoe mieć fb ani zadnego portalu.

    • kel

      Nie jestem dziewczyną, ale radzę uciekać. Żaden normalny i kochający facet nie zmusza partnerki do aborcji.

  • owca

    Boże, nie rozumiem kompletnie autora tego artykułu. Może z męskiego punktu widzenia nie trzeba mieć papierka i obrączek aby być szczęśliwym, ale dla kobiety to jest bardzo ważne. Mało kobiet lubi życie na kocią łapę. Jeżeli facet się nie oświadcza po wielu latach związku znaczy to, że taka sytuacja mu pasuje- ma wszystko co mu do szczęścia potrzeba. Gotowe obiadki, seks, miłe wieczory itd. Same korzyści i prawie brak obowiązków. Jak coś pójdzie nie tak, zawsze można odejść od takiej kobiety. A w małżeństwie musiałbyś jakoś tę sprawę rozwiązać, natrudzić się troszkę dla dobra związku.

    „Oświadczyny nie dają żadnej stabilizacji. To tylko słowa i zwykły gest, który może nic nie znaczyć. To nie oświadczyny i ślub dadzą Ci stabilizację, tylko partner który będzie z Tobą bez względu na okoliczności”. – widzę, że ktoś nie pojmuje charakteru małżeństwa. Te słowa i gest znaczą bardzo wiele.bez względu na wszystko przez życie macie przejść razem i tyle.

    Widać, że ktoś tutaj nie dorósł do poważnego związku (nie ważne czy masz 20 czy 50 lat autorze tego artykułu)

    • kel

      Jak ktoś podchodzi poważnie do związku to nie ma znaczenia czy bierze ślub czy nie – zawsze zamiast uciekać i odchodzić będzie wolał rozwiązać problem i natrudzić się. I tak samo w odwrotnym przypadku, gdy ktoś podchodzi niepoważnie do związku to i dziesięć małżeństw nie pomoże.

      Słowa są tylko słowami a gest jest tylko pustym gestem jeśli za nim nie idą prawdziwe czyny. Jeśli ktoś się oświadcza a potem przestaje się starać to co to za oświadczyny? Co one zmieniły?

      I rzeczywiście, pewnie masz rację, nie dorosłem do „poważnego związku”, cokolwiek to znaczy. To nic, że mój związek trwa dłużej niż wiele małżeństw, ale Ty już wiesz lepiej.

      • Vero

        A facet to tylko facet… często lubi odejść w najmniej spodziewanym momencie, i może być nieskazitelny, zresztą jak każdy człowiek, ale przyjdzie pewien moment że np. zniknie, odejdzie i zamartwiajmy się, szukajmy, mimo że jesteśmy nikim, bo przecież nie żoną a jedynie obcym człowiekiem. Co możemy zrobić? NIC

  • Kar

    Jesteś autorze durny i gówno wiesz.

  • Magda

    Zgadzam się w wiekszkości wypowiedzi z autorem tekstu mimo, że jestem dziewczyną. Wymuszony ślub nie wrózy niczego dobrego. Zastanawia mnie jednak jedno: jesli facet wie, że slub uszczesliwi jego wybrankę to co go powstrzymuje. Ok – przekonania – jesli mówi wprost, że slubu nie weźmie bo jest przeciwny to myślę, że dwoje ludzi potrafi rozmawiać i wytłumaczyć sobie, że się kochają i akceptują ten fakt. Ale jeśli nie mówi nic, w sumie jest mu obojętne, to czemu skoro kocha swoją dziewczynę, nie zrobi dla niej tego? Jesli ona ma być szczęśliwsza (nawet może trochę idealizując związek) to myślę, że chyba warto sie poswięcić? Naprawdę, nie myślę, że ślub daje gwarancję (jak ktoś ma kogoś poznać i odejść to zrobi to ze ślubem czy bez), ale podświadomie jest wyrazem tego, że facet chce uszczęśliwić dziewczyne. Swoją drogą uważam, że żonaty facet jest też mniejszym łupem dla innych kobiet – więc jest mniej narażony (choć mogę się mylić) – to jeden z moich konserwatywnych poglądów.:)

  • ona

    Cały ten tekst to klasyczny przykład ‚mózgu używam tylko gdy krew nie odpłynęła między nogi, bo wtedy to kobiety lubię’. Jasne możemy się wyśmiewać z powodów dla których kobiety chcą wziąć ślub, możemy mówić że to tylko pusty gest nic nie znaczy i nie zmienia. Tylko nie ogarniam w takim razie w czym problem? Skoro to żadne zobowiązanie, a baba w domu marudzi to kup ten pierścionek zrób se bibę życia i miej to z głowy. Znudzi Ci się to się rozwiedziesz, jedna rozprawa i możesz nowej szukać.
    Żyjemy w kraju gdzie wychowani zostaliśmy, że tradycyjny model rodziny opiera się na ślubie. Pary bez ślubu często są krytykowane przez otoczenie, przez babcie, ciocie, kuzynki… jasne powiecie też baby. Można powiedzieć, że faceci się tym nie przejmują to czemu kobiety się przejmują? Może dlatego że one właśnie chcą żyć według tych standardów? Może wierzą w Boga, a życie bez ślubu jest życiem w grzechu. Jasne jedni wierzą inni nie i to nic złego, ale to nie zmienia tego jak dana kobieta została wychowana przez rodzinę i społeczeństwo do życia według pewnych standardów. Nie wiem ciężko mi ocenić dlaczego faceci mają taki problem z podjęciem decyzji o ślubie, ale wydaje mi się że skoro już mają w domu kobietkę która dba o te domowe ognisko, ogarnia wszystkie domowe obowiązki to po co? On już dostał co chciał, ma obiad na stole i kobietę w łóżku…
    Oczywiście ja nie neguję par które razem podejmują decyzje że im ślub jest niepotrzebny. Ich cyrk ich małpy. Właśnie na tym polega życie w szczęśliwym związku by 2 osoby miały te same cele i plany na przyszłość, przynajmniej w tych ważnych kwestiach. Ślub oczywiście szczęścia nie daje, ale jest marzeniem większości kobiet, więc skoro facet tak zawzięcie nie chce spełnić tego marzenia bo to tylko pusty gest i nic nie znaczy to chyba jednak kryje się za tym coś więcej…

    • kel

      Cały ten komentarz to klasyczny przykład na to, że nie czytam tekstów które komentuję. Nie mam nic do oświadczyn, ślubów i rozwodów. Wyśmiewam po prostu laski, które przedkładają ceremonię przed księdzem nad szczęśliwe życie ze świetnym partnerem, który zwyczajnie nie chce ślubu. Zrywanie z potencjalnie idealnym facetem, którego nie nazwiesz idealnym tylko dlatego, że nie chce ślubu, jest idiotyzmem.

      • ona

        Przeczytałam i zrobiło mi się żal tych dziewczyn które wyśmiewasz. W jakiś sposób nie do końca są one szczęśliwe w swoich związkach, bo potrzebują etykietki ‚żona’ a ich facet odmawia. Świat opiera się na różnego typu etykietkach i przywilejach z powodu tych etykietek. Kto więc daje prawo nam wyśmiewać je a postawę facetów traktować jako ich prawo? One zwyczajnie chcą ślubu tak jak oni zwyczajnie go nie chcą i to jest ich problem a nie powód żeby wyśmiewać kogoś bo coś źle w internecie ubrał w słowa.

      • Ewka

        jak czytam to co piszesz, to w ogóle nie wychodzi na to, że ty do ślubów i zaręczyn nic nie masz. Wyśmiewasz „laski” tylko dlatego że chcą aby ich partner się zaangażował i zaczął je traktować jak osoby z którymi spędzi resztę życia, a nie jak „kota” którego przygarnął np pod swój dach i myśli „no coż jak jest to już nie muszę się starać, zdobywać i kochać”. Troche szacunku dla kobiet które nie maja zamiaru cierpieć za to, że ich partner jest nie dojrzały. Mój mężczyzna też unikał tematu, ale ja już miałam dość tego, że pomimo dluzszego stażu zwiazku nic nie chciał mi określić, okazało się że z jego strony coś się psuło ale nie zamierzał mi wcale o tym mówić, tylko mnie zbywać. Ale w koncu udało sie porozmawiać i dopiero teraz po długim czasie( nadal mieszkam z rodzicami a on byl przyjezdny na 2-3 godz, 2x w tyg.)na wiosne sie wyprowadzamy i sam powiedział że kiedy sie wyprowadzimy to włoży mi pierścionek na palec,tyle ze nie bede sie tego spodziewać. Dałam rade go wkoncu obudzić mimo że kazda rozmowa poczatkowo konczyla sie fiaskiem. Myślę że jeżeli facet kocha i jest już w zwiazku to oznacza ze w pewnym sensie sie zgadza na zycie z kobieta i przede wszystkim wie zapewne ze kiedyś trzeba sie okreslić. Jeśli kocha naprawde nic nie bedzie wazniejsze nawet jego egoizm i nie bedzie sie wahać.

        Tak przy okazji kobiety nie chciały by zaręczyn i ślubu gdyby nie kochały swoich partnerów.

        • kel

          „Wyśmiewasz „laski” tylko dlatego że chcą aby ich partner się zaangażował
          i zaczął je traktować jak osoby z którymi spędzi resztę życia” – brak chęci oświadczyn nie oznacza braku zaangażowania i nie wyklucza traktowania drugiej połówki jak osoby z którą spędzi się resztę życia. To jest fałszywa alternatywa.

          „Troche szacunku dla kobiet które nie maja zamiaru cierpieć za to, że ich partner jest nie dojrzały.” – i znów, brak chęci oświadczyn nie oznacza braku dojrzałości. Fałszywa alternatywa.

          „Myślę że jeżeli facet kocha i jest już w zwiazku to oznacza ze w pewnym
          sensie sie zgadza na zycie z kobieta i przede wszystkim wie zapewne ze
          kiedyś trzeba sie okreslić.” – określenie się nie musi wymagać oświadczyn. Jak ktoś jest poważny i poważnie podchodzi do tematu, to oświadczyny nie są niczym więcej niż gestem, jakąś formalnością w praktyce nieistotną.

  • dominika

    jestesmy ze soba pare lat, super szczesliwi, rozmawiamy o przyszlosci, dzieciach itp, oboje chcemy tego samego, jednak on sie jeszcze nie oswiadcza. nie brakuje mi stabilizacji, czy zaufania, wiem, ze moge na niego liczyc a slub to tylko formalnosc i w naszym przypadku wiele nie zmieni. ale jednak, po tylu latach, kiedy jestem pewna ze oboje tego chcemy, po prostu nie bedzie juz zadnej niespodzianki, zadnego wow. oswiadczyny moim zdaniem sa fajne gdy jeszcze zostaje nutka niepewnosci, a nie gdy wszystkie karty sa wylozone na stol. przeciez ja wiem, ze w koncu to zrobi, on wie ze sie zgodze i tyle. to tylko kwestia czasu, a kiedy gosc sie oswiadcza po tak dlugim czasie, to tak jakby musial wczesniej ‚sprawdzic’ wybranke… no nie ? ;)

  • ona

    Skoro istnieje taka instytucja jak małżeństwo i jest w naszej kulturze to chyba logiczne, że każda kobieta po dłuższym czasie bycia z kimś, kogo kocha będzie pragnęła owego ” uwieńczenia miłości ” ! Co w tym takiego dziwnego?? Ślub zawsze był i symbolizował miłość do końca życia! Nie oświadczasz się byle komu, pierwszej lepszej, tylko tej której jesteś w 100% pewny. To obietnica przed Bogiem a w przypadku cywilnego przed państwem. I to jest nic znaczącego, że można sobie żyć na kocią łapę i to będzie to samo?
    Co za brednie… jak się czyta to krew zalewa.. Dziewczyny właśnie takich typów się wystrzegajmy..

  • hmm..

    no i co a mój ośmioletni syn powiedział że do partnera nie będzie mówił tata bo nie mamy ślubu a jesteśmy ze sobą od sześciu lat a prawdziwego ojca syn nawet nie pamięta.. trochę przykre gdy dziecko mówi tobie takie rzeczy .. tym bardziej żę nam się bardzo wszystko układa i dzieci by za nim w ogień wskoczyły.. ale tego właśnie są dzieci uczone nawet w szkole że mąż i żona to coś znaczy .. a konkubinat raczej nie jest dobrym przykładem ..

  • Dot.ka

    Nie bardzo mogę pojąć dlaczego ten „Zdzicho” się nie oświadczy poprostu, jak jest miłość i wspaniały związek i zrozumienie i radość spędzania ze sobą czasu?
    Może to nie będzie „najszczęśliwsze” porównanie, ale może takie chociaż troszke działające na wyobraźnie mężczyzn… wyobraźcie sobie że ktoś mówi: „Masz tutaj Zdzicho ten super samochód – on jest Twój, jeździj nim sobie, użytkuj, ciesz się” i tu pojawia się pytanie… czy nie chciałbyś żeby Ci dał umowę, potwierdzenie że to jest Twoje auto? o ile lepiej byś się poczuł dostając dokument potwierdzający że jesteś właścicielem? Jak bardzo byś się cieszył gdybyś w końcu stosowny dokument otrzymał? Niby nic się nie zmienia, ale wtedy jest taki spokój, radość, już się o nic nie musisz martwić, wszytsko jak tak jak należy, normalnie.
    Nie chodzi mi tu absolutnie żeby porównywać małżeństwo jako potwierdzenie własności .. chciałam tylko przybliżyć emocje które Towarzyszą kobietom, że te oświadczyny i małżaństwo praktycznie nic nie zmienią, dalej będzie taka sama miłość, wspaniały związek i zrozumienie, ale wtedy jest takie poczucie kropki nad i, tak że czujesz że wszytsko jest tak standardowo, swojsko, miło….
    Dlaczego Jej tego odmawiać? Dlaczego tak zwlekać jeżeli wie się że to ta z którą chcę się zestarzeć?

  • karoli

    jestem z chłopakiem 2 lata od roku mieszkamy razem, dość często sa miedzy nami zgrzyty i nieporozumienia.
    ok. 3 miesięcy temu zarezerwowaliśmy sale weselna na przyszły rok, również byliśmy u księdza. ostatnimi czasy nasi znajomi również postanowili zawrzeć związek małżeński oraz oczekują dziecka.
    mój chłopak na ta wieść zaczął się zachowywać dziwnie- przestał sie odzywać, przytulać i odrzucał mnie, w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam dociekać o co chodzi okazało się ze nie jest gotowy na ślub i nie chce do tego dorastać na obecna chwile, chce odwołać sale i nie chce sie oświadczać bo nie planuje ślubu i nie wie czy darzy mnie uczuciem. w pewnym momencie pod wpływem emocji przez moje naciski stwierdził że wcale nie chce ze mną być . co mam zrobić kocham go i nie chce się z nim rozstawać ale też nie chcce żyć bez stabilności, prosze o pomoc

    • Maysarah

      Mam trochę podobny problem. Mieszkam z moim partnerem od dwóch lat i było nam ze sobą bardzo dobrze. Do czasu gdy w mojej rodzinie ‚sypnęło’ ślubami. Mój partner ze względu na prywatne odczucia, nie uczestniczył w żadnym z wesel. Jakiś czas później po jakimś komentarzu w telewizji na temat pary żyjącej bez ślubu, mój partner oświadczył: ‚To tak jak my. Też postanowiliśmy żyć bez ślubu.’ Na co odparowałam, że kto jak kto, ale ja takiej decyzji nigdy nie podejmowałam. Zawsze marzyłam o tym, żeby założyć rodzinę. Wtedy On skwitował, że małżeństwo, to przede wszystkim akt prawny, a On nie chce mieć absolutnie nic wspólnego z moją rodziną i że nie wyobraża sobie, żeby moi rodzice byli dziadkami jego dzieci. Zamurowało mnie totalnie. Nigdy nie oczekiwałam od niego, żeby był idealnym zięciem. Ale w tej sytuacji nie wiem co powinnam zrobić. To, jak stanowczo odcina się od mojej rodziny to jedno. Inną sprawą jest fakt, że w tym wszystkim zapomniał o moich uczuciach. W moim wypadku to ja zaczęłam wyczuwać jego brak przekonania do trwałego związku z moją osobą. Nie wiem jeszcze jak postąpię. Wiem jedno. Nie chciałabym na siłę żyć z facetem, który mnie nie chce.

    • Misia

      Ja bym zerwała, przeciez jasno powiedział, że ciebie nie kocha i nie planuje ślubu Raczej sie nie doczekasz zareczyn, przecież on tego nie chce. Lepiej popłakać przez kilka miesiecy, niż zmarnować lata . Znajdziesz innego, który będzie z tobą chciał założyć rodzinę. Głowa do góry

  • ICECHERRY

    fajny artykuł ….znalazłam go przez przypadek ….a jeszcze fajniejsze są Wasze dyskusje/ komentarze. Jestem kobietą w wieku 28 lat mój partner ma 33 lata od ponad 2 lat mieszkamy razem a od 3 się znamy …. nie jesteśmy ani zaręczeni ani po ślubie i nie spieszy nam się do tego, mamy dobrą pracę, fajne mieszkanie, psa . w naszym związku podstawą jest rozmowa i zaufanie. nawet jak jesteśmy w pracy to dzwonimy do siebie pierwszy telefon jest mniej więcej po godzinie od pożegnania się ( jeżeli ja nie zadzwonię On to zrobi ). Mówimy sobie o wszystkim i rozmawiamy na wszystkie tematy temat ślubu był też przy okazji ślubu i wesela mojego kuzyna. Ostatnio robiłam profilaktyczne badania bo źle się czułam w głowie mi się kręciło wymiotowałam krew mi z nosa leciała i tak dobrze przez 2 miesiące zrobiłam 3 testy ciążowe pierwszy wyszedł negatywnie drugi pozytywnie a trzeci był nie wyraźny. Pomyśleliśmy pewnie ciąża. ( a ja się cieszyłam, że zrzuciłam pare kilo i znowu przybiorę ehhh) Oczywiście mój partner był przerażony ( bo on nie przepada za dziećmi nie ma do nich cierpliowości denerwują go itp) zapytał a Ty chcesz mieć dziecko? nie wiedziałam co powiedzieć byłam przerażona tak jak on, ale powiedziałam że jak będzie taki fajny mały przystojniak jak on i charakterek będzie miał pomnie to pewnie że tak. Umówiłam się do lekarza( musiałam poczekać tydzień ) w między czasie mój partner szukał już większego samochodu, mieszkania itd itp. Wydawało mi się, że nawet się cieszy …. Miną tydzień wróciłam od lekarza ( po całym dniu badań zaraz napiszę czemu) i zrozumiałam, że jestem największą szczęściarą na świecie. mówię mu ,, nie jestem w ciąży , a co gorsze chyba nigdy w niej nie będę jestem chora” on usiadł koło mnie przytulił mnie pocałował w czoło i powiedział trudno nic się nie dzieje kocham Cię taką jaka jesteś,bo jesteś piękna mądra zabawna czuła i szalona taka moja mieszanka wedlowska :D ” Opowiedziałam mu co mi dolega na czym polega moja choroba, że ma insulinooporność pcos i początki cukrzycy dla tego tak się źle czułam do tego rozwaloną gospodarkę hormonalną. wszystko wyszło z czasem…. On powiedział tak, że jak będę chciała i będę gotowa pójdziemy na invitro będziemy się leczyć a jak to nie pomoże są dzieci do adopcji i tyle ich czeka a teraz mam zająć się swoim zdrowiem a on poprostu będzie przy mnie …..I MORAŁ z TEGO TAKI ZE NIE TRZEBA MIEC SLUBU ZARECZYN ITD ITP PO PROSTU TRZEBA TRAFIC NA TEGO JEDNEGO I JEDYNEGO I KOCHAĆ GO I POZWOLIC MU BYC SOBA I NIE ZMIENIAC GO

  • lolo

    Cześć. Postanowiłam podzielić się w sumie troche moim zyciem z kims kto jest neutralny i trzezwym okiem mogl by mi podpowiedzieć. Jestem z moim chłopakiem prawie 4 lata. Jesteśmy szczęśliwi, wiadomo raz jest gorzej raz lepiej jak to w ziazku bywa ale kocham go bardzo i on uwazam mnie tez :) Moim marzeniem jest założyć kochającą, szczesliwa rodzine, to jest moj zyciowy priorytet pewnie dlatego ze w moim rodzinnym domu tak ni było i nie doswiadczylam tej milości. Ciagle czekam na tą deklaracje. Oboje wiemy ze chcemy byc ze soba do konca zycia poniewaz wiele razy o tym rozmawialismy i to nie jest tak ze on nie chce czy boi sie slubu, deklaracji, bo chce sam mi wiele razy mowil i takze wiele razy rozmawaialismy o tym jak bedzie wygladalo nasze wspolne przyszle zycie juz po slubie w spolnym domi, z dziecmi. Jednak cos go blokuje, nadal o zareczynach ani widu ani slychu. Czekam, czekam ale ile mozna. Jedyne pytanie ktore sobie ciagle zadaje to co go przed ta deklaracja powstrzymuje, na co czeka ?

    • Misia

      Ja radziłabym wyłożyć karty. Powiedziałabym abyśmy sobie zrobili przerwę i ma miesiac czasu do namysłu, bo widzisz że narazie macie inne zyciowe cele. Niech się zastanowi czego chce i jak się już namyśli może ciebie odwiedzić z zaznaczeniem że ma 30 dni i by sie nie zdziwiła że po 60 dniach masz już kogoś nowego :D . Niestety faceci to sa tacy, że musza gonić króliczka i cały czas się starać inaczej spoczywaja na laurach

  • Marta

    Pozwólcie, że dołączę do dyskusji. Trafiłam tu, ponieważ
    szukałam informacji o zaręczynach, a właściwie ich braku. Moja historia jest
    jak wiele innych. Jestem z facetem już 6 lat, od 2,5 roku mieszkamy razem i
    także niepokoi mnie brak oświadczyn z jego strony. Tu nawet nie chodzi o
    nacisk rodziny, czy zazdrość o koleżankę, której facet oświadczył się po 2
    latach znajomości. Zostawiłam wszystko co miałam w Polsce i wyjechałam do
    swojego chłopaka za granicę. Na początku było naprawdę ciężko, nie mogłam znaleźć
    pracy, siedziałam długimi godzinami sama w mieszkaniu i myślałam, że zwariuję –
    w nowym miejscu nie miałam żadnych znajomych. Do tego dochodził problem bariery
    językowej. Wiele razy myślałam, żeby wrócić do Polski, ale zostałam, bo
    uznałam, że dla miłości warto spróbować. Teraz trochę rzeczy już sobie poukładaliśmy,
    co nie oznacza, że jest lepiej. Coraz częściej zastanawiam się, co jest ze mną
    nie tak, że on się nie oświadcza. Moi rodzice martwią się, co ze mną będzie.
    Praktycznie wszystkie rachunki są wystawiane na mojego faceta. Nie żebym mu nie
    ufała, ale czasem przychodzi taka myśl – a co jeśli się rozstaniemy. Może
    teraz, a może kiedyś. Wszystkie rzeczy, na które pracowałam latami formalnie
    nie będą moje. Jako para żyjąca w konkubinacie nie mamy szansy na kredyt. Ja
    muszę cały czas myśleć o pracy, o tym jak długo będę pracowała w danym miejscu
    (pracuje przez agencje pośredniczącą). I jak praca się skończy szybko szukać
    czegoś nowego. Bo jeśli skończy mi się zasiłek, będę musiała sama opłacać sobie
    ubezpieczenie. Z tego samego powodu nie mogę iść na kurs językowy, który
    ułatwiłby mi szukanie pracy w zawodzie. Jak zasiłek się skończy będę musiała
    sama opłacać kurs, dojazdy i ubezpieczenie. Mój facet o tym wszystkim wie. Boję
    się strasznie, że kiedyś wpadniemy i zostanę samotną matką. A wtedy już na
    pewno sobie nie ułożę życia z innym facetem. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że
    mój facet jest o 14 lat ode mnie starszy. Myślałam, że jest dojrzały i że
    jestem kobietą jego życia. Ale chyba się myliłam. Facetom jest dobrze i
    wygodnie jak to już ktoś napisał. W dzień kobieta ugotuje, posprząta, w nocy
    pomoże się trochę zrelaksować. Czego chcieć od życia więcej. Cejrowski
    powiedział w jednym ze swoich programów, że ślub to jest taki dowód dla
    drugiego człowieka, że nie będzie się szukało nikogo innego. Myślę, że faceci,
    którzy nie oświadczają się po długich latach związku po prostu nie są pewni czy
    to ta jedyna. Teraz pytanie do kobiet: czy być z facetem, dla którego nie jest
    się tą jedyną?

  • Danutka

    Hejka.Trafiła tutaj gdyż szukałam artykułów dotyczących właśnie tematów tutaj poruszanych.Mianowicie leży mi na wątrobie pewna sprawa.Może ktoś naprostuje mój tok myślenia.Jestem z facetem od ponad 3 lat.Poznałam go na jednym z portali…,mieszkał w Szwecji,przez cały utrzymywaliśmy kontakt w każdy możliwy sposób plus co jest oczywiste spotkania.Zycie go nie rozpieszczało pod względem finansowym jak i zdrowotnym.Po 2 latach naszej znajomości zjechał do kraju,zamieszkaliśmy razem. Na początku istna metamorfoza czyli próba naprawcza jego zdrowia,załatwiam wszystko co mozliwe i doszedł do pełni władz witalnych i umysłowych:)Od poczatku gdy zjechal a nawet gdy był jeszcze poza granicami kraju wspominał często o małżeństwie ja jednak miałam opory i doświadczona złymi delikatnie ujmując doznaniami małżeńskimi,nie odwzajemniałam tego.Utrzymywałam go przez prawie rok aż do momentu kiedy stanie na równe nogi i nigdy,przenigdy nie dałam mu do zrozumienia w jakikolwiek sposób,że jest gorszy badz jestem jego żywicielką.Było chwilami ciężko,sama wychowuje córkę,niepełnosprawną ale jestem osobą twardą i łatwo się nie poddaje:)W maju tego roku,zaczął prace,wyszedł do ludzi i może to zbieg okoliczności ale skończyły się rozmowy z jego strony o małżeństwie:-)Co ciekawe,chyba zmienił mu się też punkt widzenia na niektóre sprawy hmm spostrzegł,że żyjąc w takim związku jak nasz to człowiek czuje się bezpieczny w razie gdy coś nie wyjdzie to najzwyczajniej w świecie zawijam manele i spadam:)Facet jest starszy ode mnie o 11 lat,może to dużo a może nie,wiek przecież nie odgrywa ponoć wielkiej roli gdy się kocha.Kiedy kochamy potrafimy oddać praktycznie całego siebie, mało istotne są nasze potrzeby ważniejsze są tej drugiej osoby,mamy bardziej zróżnicowane priorytety:)Jestem dojrzała i mądrą kobietą po bardzo wielu przejściach i uwierzcie mi znam życie szczególnie takie gdy dosatejesz zadzabistego kopniaka:)Jaką formę przyjął mój partner?No tak,tą biezpieczną.Pojawił się nowy klimat co za tym idzie,nowi ludzie,kobiety itd…a ja ,no cóż ,jest mi przykro,czuje zagrożenie a może rozczarowanie hmm Zapewnienia o miłości to nie wszystko zawsze za słowami muszą iść czyny bo inaczej klops na wianka.Czy jesteście w stanie coś odnośnie mojego wpisu?Pozdrawiam wszystkich cieplutko.

  • Misia

    Ja myślę, że po prostu trzeba się dobrać i dogadać i nie ma co się obrażać że ktoś ma inne piorytety. Osobiście dla mnie ślub jest ważny i powiedziałam to na wstępie mojemu chłopakowi, gdy się do mnie wprowadzał. Dałam mu rok czasu na namyślenie się i uważam że to uczciwe, bo po co tracić czas z kimś, kto chce inaczej przeżyć życie. Oświadczył mi się po 10 miesiącach nie przymuszałam nie pytałam, tylko jasno postawiłam sprawę na początku, że nie mam zamiaru żyć w konkubinacie do końca życia, bo tak takie mam prawo takie przekonania, jak komuś nie pasuje nie musi się zgadzać z moim zdaniem, zawsze może wyjść i się pożegnać, Pewnie ktoś powie to tylko papier mało ważny i nieistotny ok nikt nie broni szukać osoby, dla której tez to będzie nieistotne. Pytanie czy bym zerwała z partnerem ? tak bo nie zgadzamy się w zasadniczych kwestiach. Może ktoś uznać to za śmieszne, cóż jego prawo. każdy ma prawo budować życie według własnych przekonań i żyć według własnych zasad. Przykro mi autorze każdy ma wolną wiolę ;-)

  • Katarina

    Super! Ten artykuł powinien pokrzepić serca wszystkich niezamężnych kobiet tkwiących w konkubinatach po 10 lat ;) ale coś tutaj gra.. Nie znam faceta, który kochając swoją partnerkę i wiedząc, że jej na ślubie zależy – nie weźmie go z nią :| .. Z moich obserwacji wynika, że facet, który unika zobowiązań, z reguły (praktycznie zawsze :)) szuka lepszej kandydatki na żonę :)) Albo w ogóle preferuje skoki w bok, a z obrączką na palcu to już się robi bardziej skomplikowane przedsięwzięcie ;)

  • Justyna

    Szanowny autor tekstu nie zastanowił się nad tym, że może nie każdy ma ochotę żyć w konkubinacie? Jestem bardzo ciekawa jak autro dowiedziałby się o stan zdrowia swojej konkubiny gdyby uległa wypadkowi? Bo w takiej sytuacji z punktu widzenia prawa jest pan dla niej zupełnie obcym człowiekiem i tego pan nie zmieni. Prawo tzw. ,,kinkubinatu,, nie reguluje. Z resztą ,,moja konkubina, mój konkubent, jak to ,,pięknie brzmi,,. Każdy ma prawo do swoich poglądów i przekonań i każdy ma prawo żyć jak chce. Także proszę przestać szydzić z kobiet, którym zależy na tym, żeby zalożyć rodzinę. I jeszcze jedno drogie panie – mężczyzna nie różni się od kobiety sposobem w jaki kocha. Kocha się tak samo. Jeżeli mężczyzna kocha i jest pewny to nie będziecie miały takich dylematów i nie będzie to dla niego problem. Wręcz przeciwnie, z dumą będzie nosił obrączkę i mówił ,,moja żona,,. Obecnie żyjemy w czasach gdzie panowie są bardzo wygodni także radzę się zastanowić bo uwierzcie mi, że można znaleźć mężczyznę, który będzie was kochał i nie będzie trzeba nic na nim wymuszać. Kobieta czuje kiedy jest kochana, tak samo mężczyzna. Pozdrawiam.

    • kel

      Przedłożenie życia nie w konkubinacie nad życie ze świetnym partnerem to najprostsza droga do tragedii – o tym jest ten tekst. Natomiast założenie rodziny a ślub to dwie różne sprawy.

  • Ehhh życie

    człowieku a może wyobraź sobie że ktoś nie chce żyć bez ślubu, bo jest katolikiem. Ja pierdziele. Poza tym jak masz tworzyć przyszłość z facetem, z którym nie budujesz wspólnego dobra. On swoje i Ty swoje. Możecie się zrzucać na wszystkie graty w domu ale jak przyjdzie co do czego to nikt z paragonami latać nie będzie. Faceta mieszkanie i wsio, dzieci i kobieta wypad bo to jego wszystko. Ja się nie dziwie kobietom. Jeśli nawet nie potrafią wytłumaczyć rozsądnie dlaczego chcą ślubu to jest to po prostu przeczucie i słuszne. Nie mają żadnego zabezpieczenia. DO CHOLERY nawet podczas wypadku jej partner nie będzie miał nic do powiedzenia czy na odwrót. Na starość będziesz mieszkać z partnerką nie zaś żoną mężem co brzmi dumnie. I racja jak facet się nie oświadcza to Cię nie kocha. Jeśli ja bez większego wysiłku mogłabym spełnić jedno z największych marzeń mojego chłopaka to bym to zrobiła. A ślub często jest marzeniem. Ja nie jestem zazdrosna o to że koleżanka się żeni ale o to że jej facet bardziej ją kocha niż mój mnie. A Ty kolego jesteś prostakiem, o takie sprawy zapytaj lepiej rodziców.

  • ILONA

    słabe,kobieta chce być czyjaś w głębszy sposób ,to nie chodzi kolego o zaobrączkowanie jakby się zdobyło trofeum,dla kobiety małżeństwo to jednak ucieleśnienie głębszej ,dużo głębszej więzi-kompletnie się nie zgadzam z tym artykułem

  • Anże

    Zwymiotowałam na kompa czytając ten szalenie płytki wpis. Dziękuję, dobranoc.