Niczemu nie jesteś winna

Co jest w tobie nie tak, co takiego źle zrobiłaś i w czym inne są od ciebie lepsze.

Przeglądałem ostatnio maile i nasunęła mi się pewna myśl. Wszystkie jesteście wyjątkowe i wszystkie jesteście inne od wszystkich, a jednak wszystkie wpadacie w te same schematy i popełniacie te same błędy. Mówię o was, bo nawiązuję do maili, choć oczywiście te stwierdzenia prawdziwe są również dla nas. W każdym razie dostrzegłem pewną regułę, dla ułatwienia nazwijmy ją Regułą Rozstaniową. Na czym ona polega? Mamy trzy egzystencjonalne pytania:

Co jest we mnie nie tak?

Co zrobiłam nie tak?

W czym tamte są lepsze ode mnie?

Reguła Rozstaniowa mówi, że niemal każda kobieta zadręcza się tymi pytaniami po rozstaniu.

Wiesz, nie ma nic złego w zadawaniu pytań. Kto pyta, nie błądzi. Jeszcze mniej błądzi ten, kto pyta celnie, a trzy powyższe pytania są bardzo celne i naprawdę warto je sobie zadać. Ale właśnie, zadać. Raz. Jeden, nie więcej.

Jak nie dowiesz się co jest w tobie nie tak, jak nie zastanowisz się nad tym, czy nie ma czasem takiej cechy charakteru, która odstrasza twoich adoratorów, która powoduje u nich martwicę mózgu i suchoty pochwy, to możesz już zawsze ich nieświadomie spławiać a jedyny samiec jaki cie w życiu czeka będzie srał do kuwety. W najlepszym wypadku. I to tylko jak już go sobie wychowasz.

Warto jest też zapytać się co takiego zrobiłaś nie tak, że twój związek się rozpadł. Taka chłodna analiza swojego postępowania jest zawsze cenna, bo pozwala wyciągnąć jakieś wnioski. Może niepotrzebnie tak bardzo suszyłaś mu głowę o zmianę pracy? Może mogłaś nie czepiać się jego weekendowych wyjść z kumplami? Może awantury o skarpetki na podłodze były tak błahe, że w ostatecznym rozrachunku nie opłacało się ich toczyć? Mogło tak być, prawda? Warto się nad tym pochylić, by następnym razem, przy następnym Sebiksie nie krzyczeć już na piwo na stole bez podkładki, albo godzinkę w menadżera wieczorową porą.

Pytanie w czym te inne są ode mnie lepsze już jest nieco mniej celne, ale w dalszym ciągu istotne, jeśli się chce zrozumieć co się wydarzyło. Bo jeśli facet potrzebował kobiety, która będzie siedziała w kuchni i nie będzie miała swojego zdania a ty taka nie byłaś, no to chyba oczywiste, że Mariolka jest dla niego lepsza, prawda? Albo jeśli odwrotnie, chciał kobiety, która go będzie stymulować, która będzie dla niego równorzędnym partnerem i z którą będzie mógł porozmawiać na wiele tematów, a jedynymi twoimi zainteresowaniami było szydełkowanie w milczeniu, no to cóż, serio się jeszcze dziwisz?

Dobrze jest sobie zadać te pytania, jeszcze lepiej jest na nie odpowiedzieć, ale zupełnie bezsensownie się tymi pytaniami zadręczać. A właśnie to wiele z was robi. Zadręczacie się tymi pytaniami wcale nie szukając na nie odpowiedzi a jedynie utwierdzając się w przekonaniu, że jesteście do dupy. A to droga donikąd. Nic ci nie da, że będziesz czuła się gorsza od tych innych i że będziesz się obwiniać o rozpad waszego, wspaniałego przecież, związku.

A tak naprawdę nie jesteś niczemu winna.

No dobra, na pewno masz swoje za uszami, ale bez przesady, udany związek to nie takie hop-siup. Jest wiele czynników, które muszą wystąpić.

Na wstępie musicie się sobie podobać. Albo przynajmniej musicie siebie akceptować wizualnie. Mam teorię o progu akceptowalności i uważam, że stopień urody nie ma znaczenia pod warunkiem, że jesteś wizualnie akceptowalna dla partnera – każdy ma jakiś próg urody, poniżej którego nie zejdzie, ale powyżej którego ta uroda nie ma już kluczowego znaczenia.

Musicie być na tym samym poziomie. Albo przynajmniej musicie akceptować różnice w poziomach między wami. Najlepiej jednak być na tym samym poziomie, bo wtedy żadne się nigdy za drugie nie wstydzi a i potraficie odnaleźć wspólny język i prowadzić rozmowy na tym samym poziomie, bez poczucia niezrozumienia po drugiej stronie.

Musicie mieć coś wspólnego. No nie ma, że boli, musicie lubić spędzać wspólnie czas. Nie ma relacji bez wspólnego spędzania czasu i bez jakichś wspólnych płaszczyzn, które was do siebie zbliżają. Czy to będzie oglądanie seriali, wspinaczka górska czy rozwiązywanie krzyżówek – to bez znaczenia, ale musisz to z nim mieć. Jeździj z nim na pielgrzymki, gotujcie najgorsze rosoły świata albo zbierajcie koziki, ale róbcie coś razem.

Oboje musicie też być na podobnym etapie życiowym. I to jest jedyny powód, dla którego różnica wieku ma znaczenie. Bo wiek to tylko liczba. Co za różnica kto i o ile jest starszy, jeśli oboje chcecie tego samego? Ale nie wyobrażam sobie, żeby pierwszoroczny student europeistyki dogadał się z trzydziestoletnią panią ambasador, od lat pragnącą domu, ogrodu i gromady dzieciaków. Jasne, czasem etapy życiowe mogą być inne, ale muszą być sobie bliskie, tak by jedna strona nie musiała zbyt długo czekać na drugą – w przeciwnym razie ktoś będzie się w tej relacji męczył.

To tylko część czynników mających wpływ na powodzenie w związku, ale już one same każą się zastanowić, czy to zadręczanie się pytaniami w swoim kierunku to nie jest czasem objaw jakiegoś sado-narcyzmu. No bo hej, tyle rzeczy może pójść źle a ty ciągle patrzysz na siebie? Coś tu nie halo. Pozwól więc, że odpowiem ci na wszystkie trzy pytania.

Wszystko z tobą w porządku.

Cokolwiek zrobiłaś, najpewniej chciałaś lub musiałaś to zrobić, nie ma co się nad tym zastanawiać.

Inne w niczym nie są lepsze.

Nie kombinuj na siłę jak utrzymać przy sobie Zdziśka, bo to bez sensu. Jeśli masz jakieś cechy charakteru, które go odstraszyły i nie można z tym nic zrobić, to po prostu musisz trafić na kogoś, kto cie taką zaakceptuje. A jeśli dało się z tym coś zrobić, ale Zdzicho ani myśli ci wybaczyć, to znaczy, że potrzebowałaś Zdzicha, żeby zauważyć, że możesz i chcesz coś w sobie zmienić i dzięki Zdzichowi będziesz gotowa na Kazika, albo innego Lubomira.

Jeśli popełniłaś jakiś błąd a twój luby cie przez to znienawidził i nie potrafi zrozumieć, że to był błąd, że nie zamierzałaś wcale i że nie chciałaś, to znaczy, że potrzebowałaś go popełnić teraz, by nie popełnić go nigdy w przyszłości. Gdyby człowiek uczył się na cudzych błędach to pewnie nasza cywilizacja byłaby dużo bardziej zaawansowana i nie groziłyby nam żadne wojny czy głód. Niestety, najlepiej uczymy się na własnych błędach, więc z pewnością będziemy je popełniać. Ważne by wyciągać z nich wnioski na przyszłość.

A porównywanie się do innych zawsze jest słabe. Nigdy nie będziesz nikim innym niż sobą. Każdy ma jakiś zestaw zalet i jakiś zestaw wad. Jeśli twój Seba wolał Andżelikę, to znaczy, że i tak byś się z nim nie dogadała, że to nie był gość, który by cie zrozumiał i z którym mogłabyś spędzić życie.

Nie zrozum mnie źle, nie mówię by nie walczyć o swoje relacje, wręcz przeciwnie, uważam że zegarki należy naprawiać, nie wyrzucać i kupować nowe. Ale jak zegarek się już zepsuje na poważnie i nie będzie się dało go naprawić, to nie ma co nad tym rozpaczać. Nie rozpaczaj więc i nie zadręczaj się pytaniami co się takiego stało, że się zesrało.

Niczemu nie jesteś winna.

Gdzieś tam jest gość, który weźmie cie taką, jaką jesteś. Gdzieś tam jest gość, któremu nie będzie przeszkadzał twój charakter, który zrozumie twoje poczucie humoru i który będzie wiedział, że wcale nie chciałaś przesolić obiadu.

Gdzieś tam jest gość, dla którego warto być sobą.

I jak go spotkasz, będziesz wiedziała, że to on.

  • Kerolajna

    A najważniejsze jest to żeby zaprzestać udowadniać komukolwiek, że jesteś świetna – bo jesteś. Będą zadawać pytania do czasu aż się w końcu same nimi znudzą. Pozdrawiam!

  • Zastanowiła mnie ta różnica wieku. Mój mąż jest ode mnie 16 lat starszy, w związku z tym logiczne, że ma więcej doświadczenia życiowego, więcej wie, już dawno przeżył/poznał to co ja dopiero poznaje, a jednak jakoś świetnie się dogadujemy i nasze drogi ładnie się ze sobą zeszły.

    • kel

      Tak jak napisałem, to nie kwestia wieku tylko tego samego etapu życia. W tym samym momencie musicie chcieć mieć/nie mieć dzieci, w tym samym momencie musicie chcieć zamieszkać ze sobą itd. Jeśli jedno chce pójść do przodu a drugiemu na tym wcale nie zależy i wcale nie jest gotowe i w najbliższej przyszłości nic się nie zmieni, to nic z tego nie będzie. Natomiast doświadczenia życiowe to zupełnie inna para kaloszy.

      • ka

        popieram, dobrze to wytłumaczyłeś. moja bramka w postaci minimum dziesięciu lat różnicy, bez których nie da się przez nią przejść, ma właśnie takie powody istnienia.

  • Ważne słowa. Nie ma sensu bez końca się męczyć i zadręczać i szukać winnego. Zawsze winne są obie strony, a niestety to często my jako faceci za szybko odpuszczamy bo nam się nie chce zmieniać.

    Tymczasem wydaje mi się, że zdrowy związek to taki, gdzie partnerzy wzajemnie się szanują i nad sobą pracują.

  • Anna

    Dobry tekst. Daje do myślenia. Znam jednak kobiety które tych pytań nie zadają. Wiedza że kiedyś przyjdzie odpowiedni facet, którego zaakceptują tak jak on zakceptuje je. Jednak czas leci.. skoro facet się nie pojawia to one tracą grunt.pod nogami.. i wtedy znów pytania pojawiają się. . Jak bumerang..

  • Agnieszka

    Dzięki za świetne posty. Dużo mi to dało, uświadomiło, pomogło. Świetnie trafiasz w sedno. Przestałam się zadręczać myślami. Głowa do góry ☺