Nie komplikuj

 

Nie wierzę w niemożliwe w związki. Nie wierzę w „chcę z nim/nią być ale nie mogę”. Życie pod tym względem jest proste, wręcz czarno białe. Chcesz z kimś być? To bądź. Nie chcesz? To nie bądź. Nie ma półśrodków, półprawd i półrozwiązań.

Ludzie na każdym kroku komplikują sobie życie. Wymyślają problemy, których nie ma, jeden Bóg wie po co. Zamiast żyć prosto, przyjemnie i szczęśliwie, lepiej się trochę pozamartwiać, pokomplikować. Najwyraźniej tak jest ciekawiej.

Jest sobie kobieta i chłopak. Ona ma lat trzydzieści, on siedemnaście. Ona twierdzi, że to toksyczny związek.

Żeby było śmieszniej, nie dlatego, że źle na siebie wpływają. Kiedy są ze sobą są szczęśliwi, kiedy ze sobą rozmawiają – są szczęśliwi, kiedy do siebie piszą – są szczęśliwi. Jedyny czas kiedy nie są szczęśliwi, to gdy ona myśli o nim i dochodzi do wniosku, że musi się z nim rozstać.

Próżno szukać racjonalnego powodu. Jest tylko to:

Nie chcę go skrzywdzić, bo tak pewnie by było. Nie chcę też skrzywdzić siebie, przecież w końcu odszedłby do młodszej, a ja byłabym pośmiewiskiem.

Gdy czytam takie teksty to nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Krytykować czy współczuć? A może wszystkiego po trochu. Chyba nic mnie bardziej nie denerwuje, niż zakładanie z góry, że coś się wydarzy, że coś będzie miało miejsce albo nie. On na pewno mnie zdradzi. On na pewno ode mnie odejdzie. Na pewno mi się nie uda. Jestem pewien, że… i tak w nieskończoność.

Ludziu kochany, nie wiesz, to głupio nie gadaj. Zamilknij. Bo pieprzysz głupoty. Naprawdę mnie dziwi, że wolisz zrezygnować z walki o coś fajnego, o coś dobrego, tylko dlatego, że może się nie udać. No oczywiście, kurwa, że może się nie udać – też mi wielkie odkrycie. Każdego dnia wiele rzeczy może się nie udać. Ot, nie przymierzając, możemy z rana wpaść pod samochód. Możemy? No możemy i to bardzo realne zagrożenie. Tylko czy z tego powodu siedzimy w domu i się zamartwiamy? Czy może jednak podejmujemy to ryzyko i jednak z tego domu wychodzimy?

Nie ma półprawd, półśrodków, półrozwiązań. Jest oczywista oczywistość, z którą boisz się zmierzyć. Boisz się wziąć odpowiedzialność za swój los. Boisz się, że podejmiesz złą decyzję. No to się bój dalej. A ja w tym czasie będę żył i próbował. Bo a nuż.

P.S. Rzuć okiem też tutaj.

Źródło zdjęcia: 1

  • Myślę, że gdyby on był starszy to ona by aż tak bardzo wszystkiego nie rozkminiała.
    O ile postawa o której piszesz śmieszy mnie kiedy dotyczy normalnych par (mówiąc normalnych mam na myśli równolatków, albo osoby które dzieli różnica wieku ale obie są dorosłe) to w tym wypadku tą kobietę jestem w stanie zrozumieć. I tylko dziwię się, że to wszystko ciągnie robiąc młodemu emocjonalne kuku, po którym do końca życie będzie się zbierał nienawidząc kobiet.

    • kel

      A ja jej kompletnie nie rozumiem. Wątpliwości to można mieć zanim się pakuje w taki związek. Jak już w nim jest (i to od kilku lat!) to zostawianie partnera tylko dlatego, że POTENCJALNIE może się coś tam kiedyś wydarzyć jest zwyczajnie głupie. Jak lubi z nim przebywać, kocha go, jest z nim szczęśliwa, to czego tu więcej chcieć? Nie ma się co zastanawiać, tylko brać garściami. Drugiej takiej okazji może nie być.

  • Dziobak

    stary, znajdź mi kobietę, która chciałaby być z 17-latkiem :o

    • kel

      Ryczące czterdziestki często ciągnie do młodych. :)

  • m

    kurde, to jest genialne! mam ochotę sobie wydrukować ten tekst i powiesić na ścianie:D

  • g

    e, życie nie jest takie czarno białe, bywaja „ale” których nie idzie ogranąć, nie każdy też ma wewnętrzny pęd do przodu. Własnie poprzez instynkt samozachowawczy. Wiesz o czym mówię

    • kel

      Akurat pod tym względem jest. Albo chcesz z kimś być, albo nie chcesz. Nie wiem czy chce = nie chce. A całą reszta to konsekwencja chcenia lub nie.