Przychodzi facet do lekarza

Polska – kraj ludzi znających się na wszystkim.

Dziś z okazji nowej pracy miałem wątpliwą przyjemność być w jednym z wrocławskich centrów medycznych. Przyjemność była wątpliwa z oczywistych powodów – nikt przecież nie lubi stać w kolejkach, gdy wokół wszyscy kaszlą i churchlają . Z drugiej jednak strony, trochę przyjemności zaznałem, napawając się głupotą niektórych współkolejkowiczów.

A więc jestem sobie ja i, nazwijmy go, Pan Zygmunt. Pan Zygmunt to dla mnie wystarczająco określenie na ten typ człowieka, ale żebyśmy się dobrze zrozumieli, to jegomość był w okolicach pięćdziesiątki, już odrobinę posiwiały ale w żadnym wypadku nie był jeszcze siwy. Pan Zygmunt całe życie przepracował w jednym zakładzie, najpewniej na taśmie, choć ze swoją wadą wymowy mógł być równie dobrze elektrykiem. Pan Zygmunt ubrany był w ciemne sztruksy i jeszcze ciemniejszy rozpinany polar, co jeszcze bardziej utwierdzało mnie w przekonaniu, że fabryka Pana Zygmunta mieściła się gdzieś pod Wrocławiem.

Zwiódł jednak i mnie, i was, Pan Zygmunt, będąc w przychodni niejako incognito, bowiem jak się okazało, posiadał on całkiem sporą wiedzę medyczną. Wiedza ta była na takim poziomie, że aż mi wstyd za to porównanie do pracownika na produkcji. Oto Pan Zygmunt wykazał się niebywałą znajomością zagadnień okulistycznych, kwestionując nie tylko autorytet, ale również wątpliwe metody diagnostyczne lekarza urzędującego w przychodni. Bez najmniejszej wątpliwości i bez momentu zawahania, Pan Zygmunt stwierdził, iż ten co najwyżej znachor, niechybnie chce wyłudzić od niego kasę za dodatkowe, zupełnie idiotyczne i całkowicie niepotrzebne badanie.

Było w tym nieco teatralności, więc i aktorstwem Pan Zygmunt nas zaskoczył. Teatralności, bo wszystkie uwagi, choć wygłaszane wszem i wobec, głosem całkiem donośnym i dykcją co najmniej wątpliwą, to jednak pozostały jedynie pustymi uwagami, bo Pan Zygmunt i tak potulnie badaniu się poddał, płacąc, rzecz jasna. I sprawa tak by się zakończyła, gdyby nie myśl, która zakiełkowała w mej głowie i późniejsze przemyślenia mające ujście w tym tekście.

Bo ja wiem, że nasz naród jest narodem specjalistów. Pan Zygmunt pewnie i na piłce nożnej zna się doskonale, a ze szwagrem to nie jeden samochód naprawili i nie jedno mieszkanie wyremontowali, więc i w tych materiach wyedukowani porządnie. Rzecz w tym, Panie Zygmuncie, że we wszystkich innych kwestiach jak się Pan pomyli, to żaden kłopot. Samochód można zawsze kupić nowy, mieszkanie sprzedać. Ale zdrowia, Panie Zygmuncie, to Pan już nie kupisz. Weź Pan więc swoje szanowne struny głosowe ucisz i nie ględź, tylko słuchaj osób mających jakieś kompetencje.

A gadać Pan sobie może za miesiąc – jak nasi będą grali z Niemcami.

photo credit: Asian Development Bank via photopin cc

  • Niestety, wiedza medyczna Polaków jest mizerna, ale chyba ciężko byłoby przebić Anglików. Widziałem program, w którym lekarze zadawali brytyjskim nastolatkom (ale również dorosłym) pytania dotyczące zupełnych podstaw, np. gdzie jest położony wyrostek robaczkowy, albo czym zajmuje się dermatolog. Jeśli co czwarta osoba wiedziała cokolwiek, to było wszystko…

    • kel

      Wiedza wiedzą, tylko jak się przychodzi do specjalisty, gościa który kilkanaście lat uczył się tego o czym my czytaliśmy pół godziny w internecie, to wypada słuchać. :)

  • s

    Wiesz, ja znam księdza, który leczy :) bo jak był w seminarium to chodził na konsylia lekarskie i co Twój Pan Zygmunt na to ?

    cieszę, się że wróciłeś :)

  • studentka lekarskiego

    Jakby pacjenci regularnie przychodzili na kontrole, to wiele przypadków chorób można byłoby zdiagnozować dużo wcześniej i łatwiej i nawet by nie poczuli, a czasami zaoszczędziliby wiele pieniedzy wydawane na terapie. Ale w naszym cudownym kraju nad Wisłą nie wpajamy od malusieńkiego profilaktyki, więc potem tacy „znawcy” się znajdują. Rozumiem też jeden problematyczny aspekt- ciężko też dostać się do lekarza- bo ich jest za MAŁO! a ci co są to mają tak dużą ilość pacjentów, więc nie dziwcie się, że jakość diagnostyki spada poprzez przeładowanie ich nadmiarem pacjentów oraz ten utopijno-biurokratyczny NFZ ogranicza nam kontrolę naszego zdrowia.