Śniadanie jak król, kolację jak żebrak

To nie jest kolejna dieta – cud dzięki której schudniesz 5475 kg w ciągu tygodnia. Nie dam ci żadnych konkretów. Nie będzie statystyk co i ile ma kalorii. Nie będę też przytaczał żadnych przepisów. Z jednego prostego powodu – nie wierzę w takie głupoty. Nie wątpię, że tic tac ma tylko dwie kalorie, ale nie uważam też, by miało to jakiekolwiek znaczenie przy zachowywaniu prostego, zdrowego i szczęśliwego życia.

Śniadanie jak król, obiad jak książę, kolację jak żebrak

Było już o postanowieniu picia wody (jak dotąd w miarę mi się udaje), teraz czas na jedzenie. Szczerze przyznam, że będzie to jedno z najtrudniejszych zadań ze wszystkich stojących przede mną. Pić wodę, czy jeść więcej zielonego (o tym będzie następnym razem) to pryszcz w porównaniu do trzymania się w miarę sztywnego terminarza posiłków, stosując się równocześnie do odpowiednich wytycznych objętościowych. O zasadzie w śródtytule przeczytałem gdzieś w internecie i chwilę się nad nią zastanowiwszy, stwierdziłem, że nie jest to takie głupie, natomiast na Wikipedii znalazłem chińskie przysłowie: Śniadanie zjedz sam, obiadem się podziel z przyjacielem a kolację oddaj wrogowi. No ale dość tych ciekawostek, przejdźmy do rzeczy.

Śniadanie jak król

Śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia, chociaż łatwo o tym zapomnieć w wirze codziennych obowiązków. Często mi się zdarzało zwyczajnie go nie jeść. A bo za późno wstałem, a bo początkowo nie byłem aż tak głodny, a bo nie mogłem nic w siebie wcisnąć, bo było zbyt wcześnie (od razu po wstaniu zwykle nic nie przełknę). Ale to bardzo złe zwyczaje.

Uczucie głodu rozprasza, nie pozwala się skupić. Przez noc tracimy jednak trochę energii więc przydałoby się ją z rana uzupełnić, właśnie poprzez śniadanie. I powinno ono być jak najobfitsze (oczywiście z umiarem). Wydaje mi się, że to jest taka podstawa. Oczywiście, mógłbym was jeszcze zanudzać tym, co się powinno jeść konkretnie a czego raczej nie, ale myślę, że to już jest zbędne. Jeśli po prostu będziecie zawsze jedli pożywne śniadania, to będzie z wami dobrze. A w razie czego, sami potraficie googlować, co nie?

Obiad jak książę

Obiad. W Polsce przyjęło się, że jest to główny posiłek dnia. I zwykle bywa tak, że na śniadanie zjadamy jakąś lichą kanapeczkę, podczas gdy na obiad obżeramy się niemożebnie. Zamiast tego lepiej jest jednak zjeść nieco większe śniadanie i mniejszy obiad.

Kiedyś jeszcze była taka tradycja obiadów dwudaniowych, teraz jednak ze świecą takich domów szukać, w których na co dzień je się najpierw zupę a później drugie danie. Obecnie jeśli już taka forma obiadu ma miejsce, to zwykle jest to niedzielny posiłek z rodziną, albo uroczystość w restauracji. To była dobra praktyka, jednak rozumiem, że nie da się jej zwyczajnie stosować każdego dnia w obecnym świecie.

Zamysł jest taki, by obiad nie był najważniejszym posiłkiem (i często jedynym), żeby śniadanie nim było. Obiad ma być jedynie kontynuacją, chociaż wciąż obfitą, to jednak już nieco mniej niż śniadanie.

Kolację jak żebrak

Kolacja jest równie ważna co śniadanie, jednak jeszcze ważniejsze jest, by kolacja nie była obfita oraz by była lekkostrawna. Gdy śpimy nasze trawienie jest spowolnione, nie warto więc wrzucać do pieca zbyt wiele, chociażby dlatego, że będziemy mieli problem z zaśnięciem. Ponadto, zbyt wielkie kolacje w znacznym stopniu przyczyniają się do otyłości. Trzeba pamiętać, by kolacji nie traktować jako obiadu (mi się to czasem zdarzało) ale i nie warto z niej rezygnować.

Na koniec

Wiem, że będę miał spore problemy z dotrzymaniem tego postanowienia. Nie mniej, w tym wszystkim nie chodzi o to, by ściśle trzymać się określonych reguł. Chodzi o to, by być zdrowszym a każdy krok w tym kierunku na pewno nie pójdzie na marne. Podsumowując, obfite śniadanie, normalny obiad i lekka kolacja. Do tego pijcie dużo wody i będzie OK.

photo credit: malias via photopin cc