Co obchodzi pracodawców?

Co ci się może przydać w poszukiwaniu pracy?

Przeczytałem wczoraj artykuł na portalu NaTemat o tym co nie interesuje pracodawców. W zasadzie nawet nie chcę się odnosić do samego artykułu, bo popełniono w nim trochę błędów i nadużyć we wnioskowaniu, a wolałbym podejść do tego problemu bardziej ogólnie i odpowiedzieć na pytanie, co w ogóle obchodzi pracodawców i odnieść się też poniekąd do maili, które dostaję, a w których pytacie mnie, tak już bardziej poważnie, jak żyć.

Naturalnie, wszystko zależy od stanowiska. Zanim przez kilka dni pracowałem na taśmie w fabryce LG, nie musiałem wysyłać żadnego CV, czy przechodzić przez jakieś formy rekrutacji. Jedyne co musiałem, to wypełnić papierek, przesłać skan legitymacji i hop, mogłem zaczynać pracę. To całkiem naturalne, wiadomo przecież, że do obstukiwania gumowym młotkiem telewizorów nie potrzeba specjalnych kwalifikacji. Wszyscy chyba rozumiemy, że to całkiem oczywiste i nie trzeba się nad tym pochylać.

Kiedyś czytałem też artykuł, w którym poruszano kwestię wpisywania w CV doświadczeń z gier komputerowych. Generalnie, może to brzmieć bardzo śmiesznie, ale gry też potrafią pomóc, czego ja jestem przykładem. Wyobraźcie sobie, że kilka lat temu zacząłem grać w starą, ale wtedy wciąż popularną strzelankę. Dołączyłem do ekipy grającej na jednym z najpopularniejszych serwerów, zacząłem się też trochę udzielać i oprócz samej gry zacząłem się zajmować rozwiązywaniem różnych technicznych problemów, do których niezbędne były choćby śladowe umiejętności programistyczne. Bardzo szybko, ze względu na moje umiejętności, zostałem mianowany administratorem i oprócz zajmowania się kwestiami stricte programistycznymi, zarządzałem grupą ludzi.

Żeby was nie zanudzać opowieścią, wszystko doprowadziło do tego, że granie w grę, czyli dla wielu osób dość głupie spędzanie czasu, przerodziło się w szlifowanie umiejętności programistycznych, naukę umiejętności zarządzania grupą ludzi i całe mnóstwo innych skilli. Później, gdy już szukałem pracy, nie miałem oporów, żeby chwalić się oprogramowaniem, które napisałem będąc administratorem serwera gry, czy doświadczeniem w byciu liderem grupy.

Tak samo jak nie miałem oporów przed opowiadaniem o moim blogu przyszłym pracodawcom. Po pierwsze – i tak by się w końcu dowiedzieli, w końcu robię to pod swoim własnym nazwiskiem. Po drugie – dlaczego nie miałbym mówić o czymś, do czego podchodzę całkiem poważnie, a co jednak mnie czegoś uczy i coś o mnie pozytywnego mówi? Pokazanie pracodawcy, że jestem konsekwentny i (w miarę) systematyczny, że nie boję się pokazać pod nazwiskiem w sieci, że nie jestem jakimś tam gościem, który przyjdzie i nabruździ, tylko kimś, kto dba o swój wizerunek – to wszystko są lub mogą być dla wielu pracodawców zalety.

Dlatego jeśli ktoś pyta, czy dodatkowa aktywność się przydaje, odpowiadam: no oczywiście, że się przydaje. Wszystko się może przydać i nawet nie wiesz co może zaprocentować kiedyś w przyszłości. Steve Jobs zapisał się na studiach na kurs kaligrafii. Niby nic, niby zupełnie nieżyciowa umiejętność, ale dobór czcionek w jego produktach był jednym z czynników, który pozwoliły mu na odniesienie tak wielkiego sukcesu. Wszystko ma lub może mieć znaczenie i dużo zależy od tego jak to przedstawimy. Jeśli uda nam się połączyć w jakąś logiczną całość nasze aktywności na samych studiach, udzielanie się, czy w ogóle jakąkolwiek aktywność ze stanowiskiem o które się staramy, to na pewno będzie miało wpływ na pracodawcę.

Nie bierzcie więc do siebie głupich nagłówków, które starają się krzyczeć to co robisz i tak nie będzie miało znaczenia. Wszystko ma lub może mieć znaczenie, kwestia tylko tego, jak to wykorzystasz.

I tak, warto robić cokolwiek ponad to, co musisz.