Nie wszystkim rewolucja komputerowa wyszła na dobre.

Są takie teksty, przy których na długo przed opublikowaniem mam pewność, że będą się zacnie klikać. I tak jest też z tym tekstem – ten piękny clickbait z tytułu z pewnością zrobi robotę. Skąd wiem? Ano stąd, że choć nie znam się zupełnie na kobietach, prawie wcale nie znam się na relacjach, to znam się trochę na facetach. I wiem, że niemal wszyscy młócimy w gierki. Wiem również, że nie pozostaje to obojętne dla ewentualnych współtowarzyszek życia. I to o ich perspektywie będzie dzisiaj.

Żeby była jasność – nie ma nic złego w tym, że ktoś lubi sobie pyknąć partyjkę, czy tam dwadzieścia w Fifkę, albo że zarywa noce grając w WoWa. Złym jest zaniedbywanie swojej relacji dla kolejnej partyjki w Starcrafcie, albo dla kolejnego meczu w Football Managerze. I to o takiej sytuacji będę pisał.

Co współtowarzyszka to pewnie inna historia i możliwych scenariuszy pewnie jest tyle, ile kurw kierowanych w myślach do oblubieńców, ale ostatecznie wszystkie lądującie w ciemnym jak rzyć strzygi miejscu, o którym wspomniałem w tytule. Nie powiem ci jak do tego miejsca nie trafić, ale powiem ci co możesz zrobić, żeby z niego wyjść. Możliwości są dwie.

Opcja pierwsza: buła może leniwa, ale twoja

To opcja, którą powinnaś zastosować w pierwszej kolejności. Doskonale wiem, że pokusa zrobienia mu awantury, wylania się na niego z całą tą kumulującą się w tobie złością jest wielka, ale spróbuj jeszcze na moment się zatrzymać. To oczywiste, że masz pełne prawo się wkurwiać, jeśli prosiłaś swojego misiaczka o posprzątanie w domu, wyniesienie śmieci albo zrobienie zakupów tydzień temu, a on cały czas gra. To naprawdę naturalne, że masz ochotę wziąć najbardziej tępy przedmiot, który masz pod ręką a potem rozpruć nim swojemu misiaczkowi brzuch i klatkę piersiową a z jego wnętrzności zrobić karmę dla kota.

Tylko pamiętaj, że to nie rozwiąże twoich problemów. Mało tego, dorzuci ich więcej, chociaż stawiam dolary przeciwko orzechom, że większość sądów by cię za taką reakcję uniewinniła.

Zróbmy mały eksperyment myślowy i załóżmy przez moment pewną kontrowersyjną i abstrakcyjną tezę, że nie związałaś się z głupim burakiem o empatii młotka do mięsa. Kiedyś coś do swojego Zdzicha czułaś, prawda? Załóż więc przez moment, że nawet jeśli obecnie on trochę szwankuje, to przecież kiedyś był całkiem sprawny a głupio byłoby zakładać, że to pod twoim wpływem zmienił się na gorsze, prawda? No więc teraz uważaj, bo będzie szalony pomysł: spróbuj z nim porozmawiać.

Ja wiem, że pewnie o tych śmieciach, to mówiłaś mu już od dwóch miesięcy, że powtarzasz mu o zakupach od dawna, ale mężczyzna jest takim specyficznym podgatunkiem człowieka, który ma spore problemy, żeby połączyć niektóre fakty. Do nas trzeba powoli, wyraźnie i tak z piętnaście razy minimum, żebyśmy zrozumieli a i nawet wtedy nie ma wcale gwarancji.

Ale tak już kompletnie na serio, to jeśli nadal zależy ci na tej relacji, to porozmawiaj z nim o tym, tylko nie rób z tego krucjaty. Dobrym punktem wyjścia jest rozmowa o uczuciach. Powiedz mu, że jesteś zmęczona, że jesteś sfrustrowana, że czujesz się zaniedbana i strasznie cie to denerwuje, tylko powiedz mu to na spokojnie. Bo pamiętaj, że celem nie jest to, żeby mu dokopać, żeby się na nim mścić, tylko żeby on te śmieci wyrzucał a żeby to robił to on musi sobie zdawać sprawę dlaczego to takie ważne dla ciebie.

Jeśli po drugiej stronie jest zdroworozsądkowy facet, któremu jeszcze na tobie zależy, to przy takiej spokojnej rozmowie o twoich uczuciach, on powinien próbować cię zrozumieć. Powinnaś widzieć, że rzeczywiście próbuje z tobą rozmawiać, przedstawia swój punkt widzenia, ale też słucha twojego. Wtedy jest szansa, że coś się zmieni.

Jeśli jednak z jego strony usłyszysz zbywanie i nie zauważysz zainteresowania tematem, nie zauważysz troski, to zawsze zostaje druga możliwość.

Opcja druga: na pohybel bule

Jeśli twoja leniwa buła zmęczyła cię tak bardzo, że jest ci zupełnie obojętne co się z nią stanie – pozbądź się jej. To dosyć oczywiste, ale jakoś tak się dzieje w wieloletnich relacjach, że często o tym zapominamy – masz prawo odejść w dowolnym momencie. Masz prawo mieć oczekiwania i masz prawo wymagać rzeczy od drugiej strony. Ma ci prawo nie pasować cokolwiek tylko ci nie pasuje.

Wybacz, jeśli to dla ciebie truizmy, ale i tak uważam, że muszę ci o tym przypomnieć: lepsza żadna relacja niż byle jaka, naprawdę. Nawet jeśli jesteś ze swoim misiaczkiem od dekady czy pięciu, to masz prawo być z czegoś niezadowolona i masz prawo wybrzydzać. Czasy, w których “może nie jest najlepszy, ale przynajmniej mnie nie bije” było opisem idealnego mężczyzny bezpowrotnie minęły i to nie twój problem, że on tego nie rozumie.

Tak więc będę tym Kapitanem Oczywistusem i przypomnę ci, że nie jesteś matką swojej leniwej buły i nie masz obowiązku po nim sprzątać ani go wyręczać w domowych obowiązkach. Nie masz też obowiązku znosić jego niedotrzymywania słowa. Masz za to prawo się spakować i wynieść ze wspólnego mieszkania, jeśli zachowanie leniwej buły ci nie pasuje. I choć może wyda ci się to szaleństwem, to jednak masz prawo być szczęśliwa w swojej relacji.

Może więc czas z tego prawa skorzystać?