Nie wiem nawet czy jej cycki są prawdziwe a ona ze mną rozmawia, jakbym się jej dawno oświadczył.
Byłem ostatnio z przyjacielem, nazwijmy go Antonim, na piwie. Przyjaciel ten, ma okazję ostatnio badać rynek singli, wiec jest nieocenionym źródłem ciekawostek jeśli chodzi o relacje damsko-męskie. Na spotkaniu zdarzyło mu się podzielić ze mną kilkoma obserwacjami, które odrobinę wprawiły mnie w osłupienie. No ale po kolei.
Kilka tygodni temu, Antoni oznajmił mi, że chyba będzie miał dla mnie materiał na kolejne wpisy. Gdy zapytałem o co mu chodzi odparł, że zamierza założyć konto na sympatii i będzie badał ten temat. Pomyślałem, że rzeczywiście może mi dostarczyć trochę ciekawych materiałów. Miesiąc później się widzimy i tak sobie rozmawiamy:
- O, a to czemu? - zapytałem zaciekawiony. - Jakieś nieprzyjemne przygody?
- A daj spokój. Człowiek nie zdaje sobie nawet sprawy jakie zdesperowane stworzenia biegają po świecie.
- Zdesperowane? - dopytywałem.
- Ok, ja rozumiem, że to portal randkowy, ale, kurwa, bez przesady. To co się tam dzieje, to ciężko nawet opisać.
- Ale co, jakieś krzywe wiadomości dostałeś?
- Wiadomości to tylko początek. Ja wiem, że mogę się podobać i w ogóle jestem zajebisty, ale jeśli laska pierwsze co do mnie wysyła, to tekst w stylu ale mi uprzyjemniłeś dzień swoim zdjęciem to mi ręce opadają.
- No nieźle.
- Nieźle. Ale najgorsze jest w tym to, że to nie jest jakiś tam wyjątek. Tam autentycznie od wszystkich lasek wieje taką desperą, że trzeba nie mieć naprawdę żadnych oczekiwań żeby się w to ładować.
- No ale co jeszcze piszą?
- Co piszą to już nawet szkoda gadać. Pomyśl sobie, że z dwoma, nawet normalnie konwersującymi dziewczynami, udało mi się umówić i spotkać.
- O! I jak?
- Nijak. Skończyło się na pierwszej randce. Pierwsza już miała plan na całe życie. Już widziała we mnie męża, ojca trójki dzieci i posiadacza piwnego brzuszka. Stary, ja wiem, że to dla lasek ważne, ale no kurwa, dajże mi usiąść na pięć minut, zjeść choć nitkę tego pieprzonego makaronu, który sobie zamówiłem i opowiedz coś o sobie zanim włożysz mnie w te wszystkie role. Nie wiem nawet czy jej cycki są prawdziwe a ona ze mną rozmawia, jakbym się jej dawno oświadczył, no ja pierdole.
- Współczuję. A co z drugą?
- Druga wcale nie lepsza. Niby nie wspominała nic o ślubach, ale gdy tylko wspomniałem o moim nowym mieszkaniu, to zdążyła wszystko rozplanować za mnie, gdzie co będzie stało i w którym pokoju ona wolałaby mieszkać. No ja pierdolę, a podobno to nam tylko jedno w głowie.
- Może to jakiś pech, Antek? Może po prostu źle trafiłeś?
- Chyba ty. Pierdolę ten interes, szkoda mojej kasy i nerwów. Nie zamierzam więcej płacić tylko po to, żeby jakieś zdesperowane laski robiły sobie ze mnie nadzieję na męża.
Wiecie, może wydawać się wam to dziwne, nieczułe, typowo męskie, szowinistyczne czy jakie tam jeszcze chcecie, ale Antek ma rację. Część z was trochę odleciała do innej czasoprzestrzeni i żyje w jakichś dziwnych realiach. Za wszelką cenę potrzebujecie męża, nie ważne kogo, ważne żeby był przystojny i miał kasę. Odrobina klasy też nie zaszkodzi, ale to już drugorzędne. Myślicie o dachu nad głową, o kredytach, dzieciach, matce, która nad uchem ciągle narzeka na Twój brak partnera, myślicie o swoich koleżankach, które przecież już mają mężów i wy też byście chciały. Myślicie o wszystkim tylko nie o tym, by to był ten jedyny, by gość z którym to wszystko chcecie był po prostu fajny.
I dziwi mnie to bardziej, bo wychodzi z was hipokryzja. Nie ma nic złego w rozmowie o swoich uczuciach, pragnieniach, ale sorry, wypalanie na pierwszych randkach z małżeństwem, dziećmi czy urządzaniem mieszkania to pomysł tak słaby, że równie dobrze mogłybyście na takie randki nie przychodzić. Zresztą, postawcie się w odwrotnej sytuacji, jak byście zareagowały, gdyby facet na pierwszej randce od razu wypaliłby co chce robić z twoimi cycuszkami i w jakiej pozycji wyła byś do rana?
Więc jeśli chcecie w ogóle mieć szansę poznać gościa, to ogarnijcie się i przystopujcie. Szczerość jest fajna, ale też ma swoje granice. A desperacja? Jeśli chodzi o zdobycie tego konkretnego faceta, to da się ją jeszcze czasem znieść. Natomiast jeśli chodzi o zdobycie jakiegokolwiek męża, to mam do was prośbę. Nie róbcie tego. Nie idźcie tą drogą. Kiedyś laska na imprezie zagadała do mnie i po kilku chwilach rozmowy, stwierdziła, że Bartek to bardzo rzadkie imię. Nie lubię tego słowa, ale żenua oddaje bardzo dobrze to co wtedy poczułem. Komplementy na siłę wieją desperacją aż śmierdzi. Po takim wstępie nie macie większych szans na ciąg dalszy.
A jeśli chcecie iść to drogą pomimo tego, to idźcie jak najszybciej, najlepiej biegnijcie cały czas prosto. Aż trafi się jakaś przeszkoda.
I nie zatrzymujcie się przed nią. Niech prawa fizyki robią swoje.
photo credit: @jotapegebe via photopin cc

Historia kolegi całkiem prawdziwa... Też z ciekawości założyłam tam konto i można się szybko rozczarować... A zdesperowanych nie brakuje... :/ chyba miałabym o czym z nim pogadać :p
Podobno dziewczyny mają jeszcze gorzej.
Dorwałam kiedyś książkę dla facetów - dla mnie niektóre rozdziały szowinistyczne, ale jedno jest prawdziwe na portalach randkowych i clubach najczęściej spotykasz desperatów szukających na gwałt małżeństwa, a nim ładniejsza osoba tym ma gorzej albo ludzi którzy chcą sobie bezkarnie pozaliczać. Miłości szukaj w parku :) co Ty na to ?
Dokładnie, a zdjęcie miałam dwa dni, nie żebym była jakąś miss ale po prostu te propozycje niektóre były żenujące :/ przekaż koledze, że tam to chyba norma spotykać desperatów, aż sama bym z nim pogadała na ten temat ;)
hm ciekawe spostrzeżenia kel, laska Ci rzuciła komplement - wg niej - a Ty od razu z desperacja wyjezdzasz. zapomniales juz co pisales wczesniej? mamy wychodzic z inicjatywa, pokazywac ze nam tez zalezy, przestac grac niedostepne ksiezniczki.... to moze zrob liste co wg was juz jest desperacja a co nie? z jednej strony mammy byc dla was wyzwaniem, z drugiej mamy brac sprawy w swoje rece, inicjowac spotkania, okazywac wam zainteresowanie a nie byc tylko ta oczekujaca strona. wobec tego ja sie pytam gdzie sa te granice, gdzie konczy sie/zaczyna desperacja? jak zwykle wszedzie trzeba zachowac umiar, zapewne, tylko ze zwaz na to ze kazdy z nas jest inny, i to ze twemu koledze te panny sie nie podobaly to nie znaczy ze one czy ich teksty/wizje nie spodobaly by sie kazdemu facetowi. domniemam ze twoj kolega zwyczajnie nie jest gotowy do zalozenia rodziny stad te panny go poirytowaly, ale zauwaz ze sa tez mezczyzni nastawieni na szukanie partnerek do zwiazku na stale, na zycie, do malzenstwa i nie boja sie o tym mowic, i takim osobom moze sie wrecz podobac taka gadka o urzadzaniu jego nowego mieszkania. poza tym Ty tu dzielasz porad kobietom jako przedstawiciel meskiego stada, ale podejrzewam ze masz w dominujacej wiekszosci czytelniczki, nie czytelnikow. i tego co piszesz nie weryfikuja inni panowie. wiec jak mozna ufac tym opiniom. przeciez to tylko Twoje opinie, ewentualnie kilku Twoich znajomych, nie jestes reprezentantem calego meskiego gatunku a forsujesz opinie w ich imieniu tak jakbys byl tym reprezentantem. jeszcze raz podkresle że kazdy z nas jest inny. nie mozna dokonywac ocen czy wysuwac wnioskow na podstawie opnii jakiegos kolegi ktory spotkal sie z dwiema !! o zgrozo to zaledwie dwie istoty, reprezentantkami portali randkowych. wlasnie w ten sposob rodza sie falszywe przekonania. przez analogie kobieta ktora byla dwukrotnie zdradzona moze forsowac innym kobietom poglad by nie wchodzily w zwiazki bo wszyscy faceci to zdraszajace swinie. a na takiej wlasnie podstawie , jakims przypadku jednego kolegi ktory sobie randkuje na sympatii napisales artykul jakie to my jestesmy zdesperowane.
z tą granicą jest jak z kupkami smakowymi - albo je masz, albo nie. Dla jednych wystarczy obiad jak dla świni, a dla drugiego już jedzenie musi być przyrządzone jak w restauracji u Ramsay'a. To się czuje. Przecież to my, kobiety, mamy bardziej rozwiniętą intuicję i radzi się nam, aby się nią kierować. Może zbyt wiele słucha swoich emocji zamiast wewnętrznego głosu...
Też czasami zdarza mi się marzyć o rodzinie, domku itp. Ale jak mi gościu od razu, na pierwszej rozmowie wali prosto z mostu, że szuka żony, to jedyne o czym wtedy myślę, to o ucieczce.
Jeśli komplement nie bazuje na prawdzie, to jest zwykłym kitem. Kit wciskają desperaci, czy Ci się to podoba, czy nie. Jeśli nie widzisz różnicy między wychodzeniem z inicjatywą a pieprzeniem bzdur, to żadna lista Ci nie pomoże. Opinia polega zwykle na tym, że jest indywidualna. Nie ma tutaj prawdy objawionej i jedynej drogi przez życie. Jest za to moja droga - nigdy nie twierdziłem, że jest inaczej.
Poza tym, proponuję nabrać troszkę dystansu i przeczytać jeszcze raz tekst. Może się wtedy okazać, że wcale nie napisałem, że wszystkie jesteście zdesperowane.
na prawdzie? zrobiles statystyki ze wiesz ze Bartek to popularne imię? moze jej zdaniem to naprawdę rzadkie imię bo w swoim zyciu nie spotkała wielu chłopaków o takim imieniu.
co to ma wspólnego z desperacją? to że chciała byc miła albo Ci sie przypodobac to nie znaczy od razu ze jest desperatką, rozumiem ze wolalbys zeby np. powiedziala ze Bartek to takie pospolite imię, zapewne stanowiłaby dla Ciebie nie lada wyzwanie wtedy. po Twoim komentarzu widzę że opłaca sie nam byc dla was wrednymi zołzami bo jak się jest za dobrym, za miłym to mozna wyjsc na desperatkę. p.s. daruj sobie te wulgaryzmy
Po prostu wolałbym, żeby nie mówiła nic na temat częstotliwości występowania mojego imienia. Sztuczne komplementy, wymyślane na siłę są gorsze niż ich brak. A wymyślanie czegoś na siłę, byle tylko się przypodobać to jest właśnie desperacja.
P.S. Daruj sobie pouczanie mnie w sprawie języka jaki stosuję. Jestem u siebie i jeśli uważam, że chcę coś napisać, to piszę.
Wbije się w
tą kłótnie i zadam pytanie ile lat ma Twój kumpel i ile ona miały lat? Bo
jak po 35 to mogą być zdesperowane i szukać męża a nie poznawać ludzi, jak
przed 30 to naiwne - to słowo pasuje mi najbardziej. Nikt sensowny na
pierwszych 3 spotkaniach nie mebluje nikomu domu i życia. Każdy jest inny i ma
inne podejście do życia. Jest tyle innych wyszukanych komplementów - "ja
stosuje zasadę nie nawijaj tego, czego ty nie chcesz słyszeć" - w każdym
znaczeniu tego zdania, ale nie neguj dziewczyny od razu poznaj ją, może na 2
spotkaniu powie ci, że masz fają pupę:) a to już bardziej Ci się spodoba.
Ja chciałabym usłyszeć ze mam mózg a nie fajny tyłek i piersi i co mam
się oto obrażać?·Co do listy to chętnie ja przeczytam:)
Wtrącę się do dyskusji, bo mój poziom zażenowania Twoją postawą, Kel, sięgnął zenitu. Jeżeli uważasz, że my, czytelnicy, nie mamy prawa pouczać Cię w sprawie języka jaki stosujesz, to zaprzyjaźnij się przynajmniej ze słownikiem ortograficznym i naucz, jakie wyrazy piszemy łącznie, a jakie oddzielnie, nie mówiąc już o interpunkcji, z którą chyba już zawsze będziesz na bakier. Wielki pan bloger od siedmiu boleści.
Wiesz na
blogach nikt nikogo na siłę nie trzyma. Jak chcesz wszystkiego, co NAJ- polecam
bibliotekę interpunkcja i słownictwo nie naganne. W blogach chodzi o treść, o
to ca autor chce nam przekazać i na co powinniśmy zwrócić uwagę. Ortografia i
interpunkcja sprawa drugorzędna!!!
W sumie jak ktoś nie ma do czego się doczepić to znajdzie sobie przecinek i zrobi aferę.
powiadają "uderz w stół..." :)
Hejka kel,
jakiś czas temu miałam podobny przypadek z pewnym gościem - już na pierwszej rozmowie nawijał o taki sprawach, o których Ty piszesz. Szybko też się dowiedziałam, że u niego wszyscy w pracy już żonaci i jemu też się spieszy. Na szczęście już go nie zobaczę :)
Śmiać się chce czytają ten dialog, który tutaj wstawiłeś, ale po głębszych przemyśleniach nie jest już tak wesoło. Aż chciałoby się powiedzieć takim ludziom "kończ waść, wstydu oszczędź".
Tekst świetny i bardzo mi się podoba. Może kogoś oświeci...
Jak dla mnie wszystko w życiu trzeba robić z odrobiną klasy i inteligencji a komplement w stylu " Bartek to rzadkie imię" jest świetnym żartem, opowiadanym kumplowi przy piwie zakrawa bowiem o idiotyzm lub imbecylizm osoby go wypowiadającej. Sorry ale na prawdę wychodzę z założenia, że wielu otaczających mnie ludzi to kompletni idioci i mam już tego dosyć. A to inteligencja zarówno u faceta jak i u kobiety jest sexy :) Nie dom, mieszkanie, status materialny itd.
Według mnie nie ma reguły jeżeli chodzi o sprawy damsko-męskie. To co dla jednego jest desperacją, dla drugiego będzie najnormalniejsze na świecie. Co jest złego w tym, że ktoś (nieważne czy kobieta czy mężczyzna) na jednej z pierwszych randek otwarcie mówi o tym, na czym mu zależy? To znaczy, np. na małżeństwie, seksie, przygodzie, po prostu miłym spędzeniu czasu? Chyba lepiej tak niż owijać w bawełnę? Lepiej liczyć na to, że komuś coś się odmieni po bliższym poznaniu drugiej osoby i grać kogoś innego niż się jest?
Sama spotkałam się z taką sytuacją, że facet nie owijał w bawełnę i już na pierwszych spotkaniach deklarował chęć posiadania dzieci i żony. Najlepiej w najbliższej przyszłości. Był ode mnie kilka lat starszy i niestety te jego potrzeby nie spotkały się z moją aprobatą. Czy pomyślałam o nim desperat? Niekoniecznie, chociaż fakt faktem przeraziła mnie ta jego wizja, a kiedy około 2 lata później rzeczywiście się ożenił i urodziło mu się dziecko pomyślałam, że dopiął swego. Tak właśnie, nie pomyślałam, że zakochał się i z miłości się ożenił i spłodził dziecko, tylko pomyślałam właśnie, że dopiął swego, czyli mówiąc wprost znalazł taką (frajerkę), która urodzi mu to dziecko. Ja wiem, że może to i było z miłości, ale jednak z mojego punktu widzenia w tamtym czasie ona była tylko narzędziem do osiągnięcia celu - dziecka, ślubu, a dla mnie coś takiego nie wchodziło w grę.
Ja chciałam (i nadal chcę) aby ktoś był ze mną i kochał mnie dla mnie samej, a nie dla ślubu czy dziecka. Jak facet na jednej z pierwszych randek mi mówi, że chciałby już mieć dziecko i się ożenić, to staję się ostrożna. Jasne, też tego chcę, ale to musi być odpowiedni człowiek, a o tym można się przekonać dopiero z czasem jednak.
Ok, nie ma reguł, jest prawdopodobieństwo warunkowe. Można je policzyć odpowiednio definiując przestrzeń probabilistyczną, ale nie będę się bawił w matematykę w komentarzach. Możecie bezpiecznie przyjąć, że mówienie o dzieciach, ślubie, mieszkaniu ze współrandkowiczem na pierwszej randce to nie jest dobry pomysł.
Mam pewne wątpliwości… bo ja znam minimum 2 facetów, którzy otwarcie mówili, że szukają sobie żony. Tak, dokładnie, nie partnerki, nie kochanki tylko żony. Wszem i wobec. To nie była informacja tajna tylko ogólnodostępna. Dla mnie też to pachniało desperacją, ale laski na to poleciały, bo obaj są już żonaci. Wątpię, żeby szczęśliwie, ale ich sprawa.
Znam też kobiety, które oczekują seksu już na pierwszej randce i takie teksty bardzo by je podnieciły. One wiedzą czego chcą i tego samego oczekują od facetów, z którymi się umawiają.
Desperatki znajdą desperatów i odwrotnie.
Ja bym na Twoim miejscu nie namawiała kobiet do tego, żeby kryły się ze swoimi potrzebami, bo to się skończy tym, że będą Was facetów wkręcać, że im nie zależy, aż im wsuniecie obrączki na palce. Ewentualnie po kilku miesiącach/latach będą Was rzucać, bo nie dostały czego tak naprawdę chciały czyli ślubu i dziecka.
Szczerość jest dobra i lepiej przebrnąć przez kilka pierwszych randek z desperatkami by w końcu trafić na laskę, która nie chce się hajtać od razu, bo chce najpierw poznać wybranka niż od razu trafić na desperatkę, która się po prostu dobrze maskuje.
Rzecz nie w tym, by kryć potrzeby. Rzecz w tym, by nie straszyć nimi na pierwszym spotkaniu. Ja rozumiem, że każdy ma swoje potrzeby i dobrze jest być wobec siebie szczerym, ale rozmawianie (z jednoczesnym wymuszaniem zdeklarowania się na drugiej stronie) o poważnych, życiowych decyzjach już na pierwszym spotkaniu może odstraszyć zwykłych gości. Niech kobiety dadzą im chwilę by się nimi zauroczyć. ;)
Co prawda, to prawda desperatów na takich stronach nie brakuje :) i mężczyźni też od początku widza w kobiecie żonę, czy matkę swoich dzieci. Są też tacy co proponują kilka spotkań w miesiącu za odpowiednia sumę to jest dopiero desperacja i jak to oni mówią jest to "wsparcie finansowe" a nie prostytucja. Twój kolega naprawdę trafił źle i pewnie miałabym o czym z nim porozmawiać i pewnie było by zabawie :) ale nie wszystkie kobiety są takie, są też normalne :)
Swietny tekst, bardzo fajnie sie czyta.
No brzmi tyleż mądrze, co oklepanie. A przełożenia na rzeczywistość - wbrew bardzo obiecującym pozorom, raczej nie ma.
W mojej rzeczywistości to wygląda tak. Nie prawię komplementów facetom, przynajmniej nie banalnych i nie od razu - prędzej bym robaka zjadła. Zawsze trzeba mnie zdobywać i wszystkie te bajery. Faceci nie uciekają, przeciwnie , zwykle są zainteresowani i to raczej bardziej niż ja. Męża nie szukam, o ślubach nie myślę. I co? I tak nie miałabym na nie szans. Faceci teraz to takie mięczaki małe, że nie ważne, czy przyprę takiego do muru czy też nie, na ciąg dalszy nie ma często co liczyć. Bo jeśli będzie, to tak marny, że szkoda zachodu. Prędzej czy później jakieś oczekiwania u mnie też się pojawią, bo dlaczego nie? Też mam prawo chcieć czegoś od życia. Tyle że facet nieprzyparty do muru tych oczekiwań nie spełni, albo spełni za sto lat. Jak nie przyciśniesz faceta, to nic nie masz, jak przyciśniesz, jeszcze gorzej, bo będziesz miała z musu, albo on zwieje. Po co zawracać sobie głowę i po co się starać być taką super, atrakcyjną, niezależną? Dla kogo, pytam? Zwykle nie ma dla kogo. Wieje szowinizmem? Podobnie jak powyższy wpis.
Każdy ma prawo mieć swoje oczekiwania i mówić o nich właśnie wtedy, kiedy uważa to za słuszne. Takie zachowania kobiet wynikają z ich doświadczeń z dzisiejszymi facetami. Tyle.
Naprawdę nie wiesz skąd biorą się desperaci?
Tak jak ty, napisałeś w tym wpisie "szowinistyczną, nieczułą szczerość" (jak to ująłeś), tak ja napiszę coś kobiecego od siebie.
Otóż osoby desperacko szukające miłości, bez względu na płeć, robią to bo czują się po prostu gorsze. Jak to? A tak to. Ludzie wmawiają nam, że nie ma co na siłę nikogo szukać, że mamy jeszcze czas i inne żałosne frazesy, a potem ci sami ludzie zabiegają o względy osób "normalnych", mających najpierw chłopaka, potem partnera, potem męża i dzieci. Taki człowiek czuje się jak nieudacznik, wiem po sobie. Chociaż desperatką nie jestem (mam swoją dumę i nie będę tak przed chłopem się poniżać), to przyznam uczciwie, że kiedy z łaski swojej któryś do mnie podejdzie, chociażby w celu "pożyczenia ognia", to już rodzą mi się naiwne, desperackie myśli w głowie, że być może wpadłam mu w oko. I powiem Ci, że osobiście nie odczuwam potrzeby bycia w związku, nie czuję się samotna, a facetów wręcz nie lubię, ale 22 lata bez żadnego szczeniackiego pocałunku, bez choćby trzymania się za rączki i wysyłania sobie walentynek w szkole+ dochodzące do tego komentarze ze strony mojej rodziny, że starą pannę mają już zapewnioną oraz obserwacji tego, jak przez te wszystkie lata traktowani byli moi rówieśnicy, którzy byli w związkach (bardziej popularni), a jak patrzą się ludzie na mnie, kiedy mówię im, że nigdy nikogo nie miałam (są zdziwieni, traktują to najwidoczniej jak coś nienormalnego, jak raka czy malarię), sprawiają, że chce być z kimś, żeby podwyższyć sobie samoocenę, bo czuję się jak przysłowiowe gówno. Przykro mi, stare panny i starzy kawalerzy nie są i nie byli nigdy w cenie. Z takich ludzi się nabija. To ci ludzie są bohaterami śmiesznych anegdotek podczas rodzinnego obiadu. To tymi ludźmi straszy się dzieci "patrz, to twoja ciocia dziwaczka, jak nie zjesz obiadu to tak skończysz". Wiem, że jestem młoda i daleko mi do staropanieństwa jeszcze, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że na portalach randkowych siedzą osoby, którym zegar biologiczny zaczyna tykać+ z jakiegoś powodu nikt w realu ich nie zechciał, są więc podwójnie zdesperowane. Ty się dziwisz, że się tak zachowują? Pierdzielenie o tym, że "kiedyś ktoś się znajdzie" proszę sobie zostawić, bo tak zazwyczaj mówią osoby, które siedzą już w swoich kilku letnich związkach i gówienko wiedzą zazwyczaj o takim stanie.
Jaka gównoburza w komantarzach haha, ja nie mam się za desperatkę i uważam, że tekst dobry -pokazuje granice i pewne zażenowanie, gdy przeczytałam o imieniu Bartek... o mój boże nie mogłam wytrzymać ze śmiechu a jednocześnie sama zawstydziłam się w imieniu koleżanki, bo palnęła ładnie ;) Nie rozumiem też skąd u Pań taka agresja po przeczytaniu wpisu- to chyba normalne odebrać za desperacje układanie całego życia na pierwszym spotkaniu PRZEZ PORTAL RANDKOWY. No drogie Panie proszę Was... Sama jestem kobietą, ale kurcze odrobina instyntku samozachowawczego... Uważajmy na to jak jesteśmy odbierane, bo gdyby to Wasz partner zaczął opowiadać historię swojego życia z szaloną byłą, nadopiekuńczą mamusią oraz długami finansowymi w roli głównej uważam, że też nie poczułybyście się zainteresowane, a przecież to może być fajny chłopak - tylko, że mówi o NIEPOTRZEBNYCH rzeczach na pierwszym spotkaniu i zniechęca do siebie. A co do desperacji. To tak jak wypsikanie się mega mocnymi perfumemi przez mężczyzne ( a wręcz oblanie się nimi), usłyszałyście kiedyś, że macie ładne skrzydełka nosowe albo płatki uszu? To pomyślcie, że w ten sposób panowie traktują mówienie o jego drogim zegarku, rozmowe o ilości dzieci które chciałybyśmy mieć albo mówienie że " ja to mojemu bylemu nie pozwalam wychodzic na piwo z chłopakami...o nie... co to to nie ) ;) trzeba unikać szufladkowania jako blachara, tępa, desperatka i łatwa. A właśnie na takie szufladkowanie jesteśmy wszyscy skazani na pierwszym spotkaniu. Nie mówicie że same nie oceniacie mężczyzn typu ten jest sztywniutki, ten widać koksik, bo tylko o białku i o siłce gada a ten to widać że po zawodówce bo w smsie napisał życie przez er zet ;) I nie ma się o co denerwować. Mam wrażenie, że bronicie tutaj tej desperacji bo same nie chcecie być nazwane desperatkami a na przykład pasujecie do schematu. Jest to przykre, bo zamiast się zastanowić czy przypaskiem coś nie jest nie tak i posłuchać kela wypieracie to i popełniacie znów te same błędy. A później mężczyźni się śmieją mówiąc o kobietach " samotna kobieta z dzieckiem szuka miłego i sympatycznego męża bez nałogów z własnym domem i samochodem"
Możliwość komentowania została wyłączona.