Like father like son. No chyba, że jesteś synem legendarnego rapera, wtedy nie masz prawa naśladować ojca.

Jest niezliczona ilość rzeczy, za które cenię internet. Wydaje mi się, że od czasów wynalezienia pisma nie było drugiego tak przełomowego wynalazku. I mógłbym napisać jeszcze z dziesięć wpisów pochwalnych na jego cześć, ale wtedy pewnie przestalibyście mnie czytać. Są jednak pewne rzeczy, które internet robi źle. Na samym początku jego istnienia, anonimowość którą zapewniał była czymś naprawdę niesamowitym. Wierzcie mi, internet w czasach gdy korzystali z niego tylko normalni ludzie (plebs w tym czasie oglądał Złotopolskich) to była świetna sprawa. Teraz natomiast anonimowość, niegdysiejsza internetu zaleta, stała się jego przekleństwem.

Przekleństwem, bo już nie rozmawiamy z innymi ludźmi tylko z ich awatarami. Nie obcujemy z drugim człowiekiem, tylko z jego profilem na fejsie. W wielu głowach nie ma nawet krzty refleksji nad tym, że po drugiej stronie siedzi taki sam człowiek jak my i po prostu stuka w klawisze klawiatury. Przecież widzimy tylko literki, czasem jakieś zdjęcie. Na ekranie. Ekran nie ma uczuć, zdjęcie nie ma uczuć, profil nie ma uczuć, więc pewnie ten przy klawiaturze też ich nie ma.

Empatia przestaje istnieć.

Dla wielu awatarów w sieci empatia równie dobrze mogłaby być zupą z Azji. Pojęcie totalnie abstrakcyjne a co za tym idzie, niemożliwe do zrozumienia. I być może nawet bym się tym nie przejmował, bo u mnie i moich znajomych empatii jest dość, ale natrafiłem wczoraj na kawałek Fejza, czyli Filipa Łuszcza, syna Magika. Tego ostatniego nie trzeba nikomu przedstawiać. Legenda polskiego rapu, człowiek który odmienił jego oblicze i artysta na którym wychowało się przynajmniej jedno pokolenie. Moje pokolenie.

I tak oto Fejz nagrał kawałek, w którym garściami czerpie z twórczości ojca. Mamy ten sam głos, ten sam styl, ten sam rap. Hejterzy rzucili się na niego, jego klip ma tyle samo przeciwników co zwolenników. Internetowi kretyni piszą Filipowi na jego profilu, żeby nie naśladował ojca, bo ten się w grobie przewraca. Zero refleksji, zero wyczucia, zero szacunku. Gdyby nagrał go ktokolwiek inny, byłbym pewnie pierwszym, który by mówił o naśladowaniu Magika, ale to nie był nikt inny. No kurwa, kto jak nie syn Magika ma prawo do przejęcia pałeczki, do jego naśladowania? Kto jak nie Fejz ma prawo czerpać z jego twórczości? Kto jak nie syn ma prawo być jak ojciec? Czy gdyby Fejz nagrał kawałek disco-polo, jego hejterzy byliby zadowoleni?

Nie byliby. Hejter nie potrzebuje powodu. Dla awatarów w sieci człowiek się nie liczy. Dla nich ważne, żeby ulżyć swojej frustracji, wyzywając młodego twórcę, bo śmiał naśladować swojego ojca. Ojca, który stał się legendą. A tymczasem wszyscy jesteśmy dziećmi swoich rodziców. Nie da się ich nie naśladować. Wszyscy mamy ich cechy, oni w nas żyją i będą żyć. I mają szczęście ci, którzy mogą wciąż od nich czerpać mądrość życia.

Dla mnie kawałek Fejza to bardzo miły powrót do czasów, w których się wychowałem, do czasów które mnie ukształtowały i do muzyki, która w jakimś stopniu sprawiła, że jestem tym kim jestem. Mam tylko nadzieję, że Filip nie da się hejterom i dalej będzie tworzył. Oni wszyscy gówno wiedzą, czego życzyłby sobie jego ojciec. Ja też gówno wiem, ale jestem przekonany, że wbrew tym wszystkim kretyńskim komentarzom, on byłby z syna dumny.